|
|
|
|
![]() "Kiedy światło już nie powstało by mnie ucałować Przyrzekałem, że rozerwę Niebo na strzępy Kiedy zastępy upadłych aniołów życzyły mi Boskiej łaski na diabelskim grzmocie" Wyrzucony z Piekła
Zaćmiewając gwałtowne stulecia Jak ciemna blizna nad Francją Wstępuje rodzący się Gilles de Rais Wojownik i uczeń Walczył za Joannę d’Arc Zanim spotkała się z męczeństwem w płomieniach Daleko od bajkowych opowieści Trupia czaszka na jego żaglu Światło, które nie upadłoby Pod jej czarem Ale krucyfiks był zasłonięty Kiedy jego dekadencja zatryumfowała W deszczu czerwieni, urzeczony Był wyrzucony z Piekła Wyrzucony z Piekła Zamarznięta w niegodziwości Namiętność do trwogi w epoce smutku Jego majątek i potęga zaprowadziły go Do skalanych bram Babilonu Zrodzony pod wyjącymi gwiazdami W deszczu złotego Lys Młody wilk ze światem pomiędzy szablami zębów Rozdarty między skrajnościami wiary Pobożnymi i księżmi Karmił Diabła dziećmi tak, jak rzucał mięso swoim mastiffom Daleko od bajkowych opowieści Trumna i gwóźdź Opadający na pal Pod czarem Alchemików, którym nie udało się Uchwycić menstrualnego Graala W deszczu czerwieni, urzeczony Był wyrzucony z Piekła Wyrzucony z Piekła ![]() Wyrósł tak chory bez wojny Zepsute wino, rozmnożone senne koszmary Zdrada jego Pana, nie zagrała więcej Załomotał w drzwi Diabła Żądając rozkoszy by zastąpić Joannę d’Arc, jej epicki wdzięk Rozpalił jego wilcze serce jej prawdą I kiedy umarła, jego dumne życie Było stracone dla Boga i w swoich zbrodniach Zwrócił się by czcić Szatana dowodami Niebawem nocą, niezauważenie Ofiary były składane na wulgarnym ołtarzu I wolno, lecz pewnie Ciemność odpowiedziała jak spadająca gwiazda Daleko od bajkowych opowieści Wydyszany obłęd Rozwinięty zimowy wicher Pod jego czarem Zaatakowane niewiniątka Były wprowadzone i nabite na pal W deszczu czerwieni, urzeczony Był wyrzucony z Piekła Wyrzucony z Piekła Perwersyjny, uwodzicielski, okrutny jak grzech Egotysta, opłakiwał Zarówno wojnę jak i chwałę, wyszkolony by zdobywać Cokolwiek spłodzi znudzona wyobraźnia Śmierć Miłości
“Jej ostatnie westchnienia Wybrzmiewające łagodnie na rozpalonym wietrze Jej tonące oczy, przepełnione łzami, wzniesione prawdą I wtedy złoty błysk jak początek Nieba Pozostawiający jej krzyki, łamiący moje serce I wtedy w uścisku ognia poznałem Śmierć Miłości” Gdzie będziesz kiedy oni będą szykować się do walki? Co tam zobaczysz swoją niewinnością? Gdzie będziesz, kochanie? Gdzie będziesz kiedy oni będą szykować się do walki? Gdzie będziesz kiedy Bóg będzie wychwalany? Tam będziemy między martwymi a umierającymi Gdzie będziesz, kochanie? Gdzie będziesz kiedy Bóg będzie wychwalany? Proroctwa i chwała wykuły wielką pogardę Za leżenie biernie w cieniach kiedy wróg panuje Oddana darowi złożonemu, świętemu standardowi z góry ‘Z rozkazu Króla Niebios’ Nadeszła Śmierć Miłości Gdzie będziesz gdy oni będą oczerniać? Jak oni zobaczą, skoro prawda oślepia? Gdzie będziesz, kochanie? Gdzie będziesz gdy oni będą oczerniać? Gdzie będziesz kiedy narasta mrok? Jak uchronisz przed jego postrachem? Gdzie będziesz, kochanie? Gdzie będziesz kiedy narasta mrok? Zachód słońca płonął niczym zapowiedź zagłady Na uświęconej żelaznej dziewicy gdy upadła od ran Lecz wizje i ambicje Nigdy nie słuchały uległości I ona była na swojej misji z najwyższych Niebios Do Pana przy rzezi Jak miecz przez syczące wody Powstała gdzie łucznicy szukali jej Dla Śmierci Miłości Słuszna Śmierć Miłości Gilles wielbił jej dramat Jej strój z czystej białej zbroi Zalśnił przeciwko Anglikom w strumieniu światła I kiedy oni zbiegli ku nocy Umknął rak rozkładając Jego duszę Oprawiona w ogień Płonąca Walkiria Sprawiła, że zapłonął bez pożądania I w jego oczach wypłynęła jako Bogini I nawet kiedy złapali jej oddech Jej słowa mogły pozostawić bliznę Albowiem tylko w uścisku mroku Będziemy lśnić wśród najjaśniejszych gwiazd Jak będziesz oddychać gdy zakręcą się ich koła? Jak się dowiesz czy niebo płonie? Gdzie będziesz, kochanie? Jaka będziesz gdy zakręcą się ich koła? Gdzie będziesz gdy Babel będzie szykować mi ogień? Czy nie uciekniesz i nazwiesz mnie wyrzutkiem? Gdzie będziesz, kochanie? Gdzie będziesz gdy rozpalą mój stos? Zrównany z Joanną we wszystkim Co było osadzone na tronie i boskie Przysięgał, że zdobędzie zbrodnie Które kawki rozlały na tej gołębicy Zbrodnie, które sam znał Wywiedzione z umysłów ślepych Kościół rozpostarł, bowiem morderstwo przysiadło Na Śmierci Miłości Oprawiona w ogień Płonąca Walkiria Twierdziła, że niebo było rozświetlone iglicami I w jego oczach wypłynęła jako Bogini I nawet gdy walczyła o oddech Jej słowa mogły pozostawić bliznę Albowiem tylko w uścisku mroku Będziemy lśnić wśród najjaśniejszych gwiazd Trzynasty Cezar
„Oh, jak moje nieokiełznane pożądanie Odarte z obecności Boga Teraz łaknie jak bestia Wiedzy zła” Kiedy Joanna została spalona Poznał złą wolę W sercu tego wszystkiego Zimną i poszarpaną otchłań wykrwawioną z sensu Tron, który zyskał Dzięki Boskiej łaskawości Rozpoczął jego własny upadek Ubierając obdarte dogmaty w swoją wspaniałość Tutaj swąd, złote wydarzenia Zuchwałe wymysły woli Zbytki i splendory poprzez rozpoznanie śmiertelnych Każde rozpustnie wygięte pragnienie zostało spełnione Demon siedział na szczycie świata Jak Herod nad Stworzeniem Śpiewali hosanny gdy jego sztandary rozwinęły się Całując postrach paraliżem Jego śmiałe płótna obraziły obraz Poruszając niebo i ziemię by uraczyły Hordy, które jego dziwna świta ciągnie By zapewnić trzynastego cezara Trzynasty cezar Ichor wierzgał w jego żyłach Trzynasty cezar Wojna była lizana dla hańby Trzynasty cezar Bardziej chory ale tylko tak jak próżny Trzynasty cezar Gilles de Rais Kiedy Joanna została spalona Poznał złą wolę W sercu tego wszystkiego Przysiągł, że od tej chwili będzie służyć jedynie złu Tutaj swąd, złote wydarzenia Insurekcja jego woli Teatr i uczta poprzez rozpoznanie śmiertelnych Każde rozpustnie wygięte pragnienie zostało spełnione ![]() Demon siedział na szczycie świata Jak Herod nad stworzeniem Diabły śpiewały hosanny kiedy jego sztandary rozwijały się Wbijając postrach w groźby Trzynasty cezar Ichor wierzgał w jego żyłach Trzynasty cezar Wojna była lizana dla hańby Trzynasty cezar Bardziej chory ale tylko tak jak próżny Trzynasty cezar Gilles de Rais Swetoniusz i Owidiusz Wypełnili jego lunatyczne sny Purpurą Rzymu Jego Wenus krwawej areny była martwa A on szalał wracając do domu Trzynasty cezar Ichor wierzgał w jego żyłach Trzynasty cezar Wojna była lizana dla hańby Trzynasty cezar Bardziej chory ale tylko tak jak próżny Trzynasty cezar Gilles de Rais Tiffauges
„Bóg nie może odmówić niczego de Rais’owi I czy w ogóle powinien? Zawsze jest diabeł” Tragiczne Królestwo
Tutaj siedział Babilon Rozpasany przez sakwy najgorszego i niewłaściwego Gdzie dekadenckie gusta Piekła nasilały się Jak klątwa nad tym Tragicznym królestwem Zmierzch opadł jak ostateczna kurtyna Na tej scenie, gdzie jedynie śmierć była pewna Śpiewając przez wieże Jak ciche serenady Odgrywane blisko grobu Wartownicy i szlachta nasunęli rozkwit Czerwono zachodzącego słońca i upuszczającego krwi księżyca Oklaskiwały je a potem dołączyły do nich Zapowiedzi zagłady Prawie zbyt wcześnie… Sikali na wiatry Które bujały kołyskami Śmiejąc się poprzez nory czołgające się do wilków Całowali się i grzeszyli Pod przeładowanymi stołami Podczas gdy świat na zewnątrz stawał się mokry i pokaleczony Tutaj siedział Babilon Rozpasany przez sakwy najgorszego i niewłaściwego Gdzie dekadenckie gusta Piekła nasilały się Jak klątwa nad tym Tragicznym królestwem Gilles siedział sącząc damaszeński Absynt z kielicha zrobionego z kości Kiedy błyskawice rozdzierały i tańczyły Na chodnikach Kapryśne fantazje maszerowały do domu Teraz czubki drzew schyliły się by szeptać W piskliwej disnejowskiej okleinie Znały wycia tak wspaniale wyostrzone Gdy te dzieci zniknęły Słuchali wiatrów Które słyszał mordowany Abel Na nowo ochrzczony w kamiennych paszczach Tiffauges Gdzie lista grzechów Przegoniła bajki Teraz grzmią za granicą, niestrudzeni rozpustą Niestrudzone rozpustą To tragiczne królestwo Mogłoby ujrzeć jak anioły Boga idą Sataniczna, enigmatyczna Ta czarna magia była ekstatyczna Chora na megalomanię w tytanicznych pokazach Ubrany w najlepsze Nikczemne bogate suki Zachodu Rozciął żałobną linię w chwalebnym bandażu Lecz wszystkie jego koszmary mogły się ziścić Tonąc w strumieniu świadomych przyjemności Tutaj siedział Babilon Rozpasany przez sakwy najgorszego i niewłaściwego Gdzie dekadenckie gusta Piekła nasilały się Jak klątwa nad tym Tragicznym królestwem Jak klątwa nad tym Tragicznym królestwem Księżyc łzawił przez kościotrupie drzewa Odwracając twarz od naturalnych czynów Tak wieczory stawały się mroczne, nawiedzone, smutne Przez to miejsce ozdobione nasieniem diabła Blanchet, ksiądz, jego księga kłamstw Oczyściła go ze zbrodni Gillesa Ogłosiła jego lęki jedną nocą westchnień Nocą by kląć dziecinne wierszyki W świetle ognia zmagając się z nieudolnymi cieniami (Ślady czernieją przed tym tragicznym królestwem) Zatrważające bogactwo Gillesa, jego zacieśniający się uścisk Na słabych i rubinowych których wypuściły jego skrzynie Dążąc do upadku w kolejnych latach Większości ekscesów i tego co w nich najlepsze W świetle ognia zmagając się z lekkomyślnymi cieniami Najsłodsza Maleficia
„Zaklinam was, Barronie, Szatanie, Beelzebubie Na Ojca, Syna, i Ducha Świętego, Na Dziewicę Maryję i wszystkich świętych, Pojawcie się w swoich osobach, ażebyście mogli przemówić do nas I spełnić nasze pragnienia Przybądźcie na moje wezwanie a podaruję wam Cokolwiek zechcecie, jakkolwiek niegodziwego I skracającego moje życie” Mógłby powstać triumfalny Cały odnowiony W piórach z kruczych skrzydeł Handlujący z pochlebcami Dzielącymi jego puchar Między inne poważniejsze rzeczy Alchemicy i czarownicy zszyli jego głowę Zapachem smoły i mirry Bogobojny zniknął ale poganin pozostał Świece wypaliły się i wciąż nic nie przyszło Niosąc złote tajemnice z zimnego złośliwego rodu Mógłby mieć swojego demona! Mógłby mieć swój występek! Wszystko poza jego duszą było do poświęcenia Chociaż nie wywołali nawet pojedynczego włosa Wszystko śmierdziało tam czarnoksięstwem Od splamionej kaplicy po zieleniec z posągami W Caprineum na jeziorze Do nieruchomo oświetlonych krypt i rozcięcia świtu Ślizgającego się po wieżach, wszystko pachniało oszustwem Potrzebował odpowiedzi, nie rad Zamierzając wymyślić Drobiazgowy pociąg tortur dla głupców Którzy sądzili, że seans mógłby wystarczyć Lub ujrzeli, porośnięty ważkami Podpis Szatana na ścianie Najsłodsza Maleficia Alchemicy i czarownicy zszyli jego głowę Zapachem smoły i mirry Planchette do Blancheta, od duchów do księdza Powracając z pająkiem na trującą ucztę Włoski astrolog Prelati, snujący grzech Jego opuszki palców były perfumowane Łzami z policzków Serafina Po części urok i klęska Trupi i elokwentny Rozkazując głosem zamarzniętych szczytów Mógłby mieć swojego demona! Mógłby mieć swoje złoto! Poza kontrolę dusza Gillesa została zaprzedana Pod jemiołą i połyskującym śniegiem Całując się w cieniu porzuconych zbawicieli „Przyzywam was, demony Zaświatów” (Od sali bankietowej po niewzruszone wrota Cmentarz rozciąga się na sygnał Zatopiony przy zamku, jak papieska waga Albo głęboki filozoficzny kamień) Powietrze było chore na drżenie Rozpacz i desperację Wtedy zawarł swoje przymierze we krwi Teraz wszystko było bogate i przyozdobione gobelinami Wonne wino do marnego miodu Jego nowy świat otworzył się bordowym potopem Pora była odpowiednia, tej nieszczęsnej nocy By ponownie wyraźnie wyryć kręgi… Kiedy labirynt ostrzy poprowadził ślepca do gwiazd Wtedy też Prelati sprowadził mrok Na imię było mu Barron Oczy niczym katastroficzna smoła Pochłonięta przez ogień Żywili go porwanymi na strzępy dziećmi na ołtarzu pełnym blizn Uwikłane w sen Zwierciadła pełne oparów Przez które ledwo mógł dojrzeć odbicie twarzy Joanny Jego ostatnia próba by dosięgnąć Boga Spoczywa poczerniała w świętej mgle I teraz podążał już tylko za diabłami Gilles był owinięty w aksamitny czar Piekła i Jej uwodzenia Skrytobójcze dni jako Cezar przeminęły Barron, plujący kwasem, jako jego magiczny przewodnik Rozpalił demoniczne stosy gdzie niegdyś wiły się konające zgliszcza Miód i Siarka
„Tak potężna była gwiazda, pod którą się narodziłem Iż dopuściłem się czynów, których nikt w świecie nie dokonał I nigdy nie dokona” Najwspanialszy Obrońco Owiec, Wilku! Dzień Wszystkich Świętych, skaza deszczu Krew i błoto i grzmot są takie same Dla tych, którzy zbliżają swoje rangi do ludzi Gillesa Bricqueville, Prelati i de Sille Istoty mroku pełznące w górę i w dół krajobrazu Ponownie wyprowadzając na pastwisko kruche aniołki Ogród tortur wdraża praktyczne zasady W święte ciało i nagie oko Jak golgota ta erotyka Cuchnąca miodem i gorzej, siarką Tak czarna była magia w tym tragicznym królestwie Że przesądy rosły Mądrze ze strony wilków, że zaskoczyły ich dzieci Zakneblowały w workach i zawlekły do Tiffauges Którego ścieżki są teraz domem dla pięknej nieznajomej Unosząc jej welon Snując jej kłamstwa Czułe oczy, niekończące się niebezpieczeństwo Rośnie Ta róża, która wybrała śmierć jako nawóz Ciernie w oczekiwaniu Dziękują jej knowaniom Ociekające uda jej jedyną przeszkodą I chociaż chodzi leśnymi dróżkami Jest daleka od baśni Perrault’a Prowadzi ich wzdłuż drogi gdzie mieszka ciemność Ta noc była przepełniona obrzędami Wieża śpiewa Gdzie tak wiele plugawej iluminacji Niszczy latarnię dla rzeczy Które pełzną i oblepiają krawędzie pentagramu Lekko kwaśne sny Konkurs piękności zarżniętych owieczek i Umęczonych krzyków dla zgromadzenia potępionych Ogród tortur wdraża praktyczne zasady W święte ciało i nagie oko Jak golgota ta erotyka Cuchnąca miodem i gorzej, siarką Tak czarna była magia w tym tragicznym królestwie W tym zamku wilkołaka Kiedy opętane żyły, płonące, doprowadzają do obłędu Część ofiar teraz przywiązanych do Tiffauges Nażarte hordami anorektycznych Zmuszonych cherubinów Nagich i ślepych Całopalny umysł zaprojektował ich wyjście Libertyn tak posępny Czasami rozdzierał ich kończyna po kończynie Podrzynając ich gardła Sikając na groby Jezus zbawia ale Diabeł go zrobił Najwspanialszy Obrońco Owiec, Wilku! Północne Cienie Pełzną by Zaciemnić Radę z Życiem
„Czasem pozbawiałem je głów Sztyletami, puginałami, nożami Czasem zawieszałem je w mojej komnacie Na słupie albo haku i strunie i dusiłem A kiedy omdlewały Popełniałem na nich zbrodnie ciała” Wieczorne powietrze opływa gęsto Nieruchomą fosę, której żąda Tiffauges Kiedy teraz zmrok ucieka Gdzie nauczony by biec, zgniły język Gorętszego zmierzchu bogów Zaczął lizać jak płomień Szepty w posępnej mgle Są pełne kryształowych obietnic Czarne rytuały zaczęte na poważnie Rozpalają głodny piec Piekła Oto śmiała inauguracja ciemnej strony Demoniczne namiętności wspinają się Zrównując się z fatalnymi gwiazdami Tej nocy te widoki na pewno nakarmią pana Nadchodzi przypływ krwi Jego dary będą zapewnione Bez maski, upiorny lord de Rais Nawiedza najdalszą wieżę Gdzie śmierć wyssała godzinę Tam, zduszone oddechy są równoznaczne z grą wstępną I śliniące się ostrza, które nadejdą By odwinąć czerwone tajemnice z młodych Księżyc uśmiechał się w pełni, gry były czyste Kiedy dzieci po raz pierwszy przybyły Teraz północne cienie pełzną szybko By zaciemnić radę z ich życiem ![]() Ciało i ekstaza jako sport Są nieśmiertelnymi występkami najwyższego rzędu W których diabelstwo ma kontrolę Za ślepymi ścianami gdzie bazyliszki wrzeszczały Swoje pieśni Necronomiconu Opowiadające o Gillesie de Rais Oto śmiała inauguracja ciemnej strony Demoniczne namiętności wspinają się Zrównując się z fatalnymi gwiazdami Tej nocy te widoki na pewno nakarmią pana Nadchodzi przypływ krwi Jego dary będą zapewnione Bez maski, upiorny lord de Rais Nawiedza najdalszą wieżę Gdzie śmierć wyssała godzinę Tam, zduszone oddechy są równoznaczne z grą wstępną I śliniące się ostrza, które nadejdą By odwinąć czerwone tajemnice z młodych Każdy zamordowany syn, każda zamarznięta róża Ręcznie zerwana, była łagodnie rzucana na pożarcie Temu wystawnemu w czerni i tym Których życia były wtrącone razem ze zmarłymi Świece zapalone, scena przygotowana Tak jak była w uświęcone dni Kiedy kadzielnice kołysały się i sztandary wisiały Na Oblężeniu Orleanu na malowanej Sekwanie Teraz zamek unosi się w płynącej mgle Wyrwany ze swojej przystani Jak wrak wydobyty z Piekła Kiedy niewinni błagali zmiennego Boga Ich głosy wznosiły się Na srebrzystej fali do Nieba Na krawędzi noża kiedy upadli Ostrze mogło opadać w złośliwych łukach Takie rany mogłyby się rozciągnąć Przy kominku, rozgrzane do wymyślnych iskier Potwora Gillesa de Rais Złoconego Gillesa de Rais Komety zwymiotowały Niespokojne dzwony zbrodni Zdarły czarną skórę ze złamanych kości Aniołów ściętych w samą porę Gnijące głowy z malowanymi oczami Najładniejsze zachowywane by je pchać Gapiące się nekromantycznie od strony płaszcza Zakrzepłe w pożegnalnych pocałunkach Dni zanikały w zepsuciu Smród woni zalegał Nie zostało już okropieństw na polanach człowieka Które Barron mógłby zapewnić Tak wyjątkowe było bicie jego zatrutego serca I jego brudne chore pęknięcia Których kolejne okrucieństwa nie mogły przewyższyć Niedoceniony, znudzony, odwrócił się Wieczorne powietrze opływa gęsto Fosę, której żąda Tiffauges Kiedy teraz zmrok ucieka Gdzie nauczony by biec, zgniły język Gorętszego zmierzchu bogów Zaczął lizać jak płomień Ciemność Wcielona
Coś gęstszego od rozpaczy Unosi się na północnym powietrzu Zapach krwi, smak zdobyczy Obserwujemy Cię, przyczajony Gillesie de Rais Pod sierpniowym żarem Po bankiecie i wieczorku Kiedy korzenne wino i pieśń Rozszerzyły rozgrzane żyły Do dziewiątego stopnia kiedy szczypce Miały kontrolę nad kolejnym ciałem Gilles wycofuje się z obejmujących płomieni Które spopielą szczątki Ciemność wcielona Demony w jego nasieniu Które niegdyś obciskały gardła Dzieci przywleczonych z podziemi do jego komnat Teraz przenikają zamek Wszyscy którzy śpią śnią o koźle Tym mrocznym eklektycznym zwiastunie zguby Słowiki śpiewały o tragedii Szepty były o bluźnierstwie Próżny, szalony, ten zdystansowany okrutnik Naciągnął splamione welony na gorzką prawdę Schody biegły na łapu-capu Jego sypialnia oblężona Przez upiory które schroniły się W jego futrach, wyrzuty sumienia Próbowały go przytłoczyć Jak latarnia choroby Która świeciła na zgniłe twarze Tych zamordowanych siłą Ciemność wcielona Umykające duchy tak niedysponowane Do jego szatańskiej miłości Dzieci przywleczonych z podziemi dla jego uczty Powstał, cielesny wiatr sprzeciwił się Tym którzy zasiadali powyżej Wyrywając się do lasu jak bestia Nocny wiatr śpiewał o tragedii Szepty były o bluźnierstwie Próżny, szalony, ten zdystansowany okrutnik Naciągnął splamione żagle na nagą prawdę Szaleństwo spowiło wszystko Jak likantropiczny całun I przez jego upiorne rysy widział Drzewa stające się nieprzyzwoitymi Nasienie kapiące z każdego konaru Jakby zakorzenił Naturę jak dziwkę Driady lizane pod spódnicami z liści Opuszczające gałęzie które strzeliście zadowalały Szydzące otwory i las na jej kolanach Wtedy niegdyś zamroczone, węzłowate pnie rozwijały Zgniłe, weneryczne, chore, smutne Krzepnięcie jego serca w wybujałą, złośliwą melodię ![]() „Śmierć jest tylko kwestią niewielkiego bólu” Pod ziemistym blaskiem księżyca W czarownej krainie bólu Gilles wrócił do zamku Przerażony i wyczerpany Szukał swojego głębokiego czerwonego aksamitnego łoża I snu, które ono zarządzało Do strudzonego, wtrąconego pośród martwych Strach koszmarów ponownie nadszedł Smutek spowił wszystko Jak likantropiczny całun I przez jego upiorne rysy widział Setki zamordowanych dzieci Niektóre podpełzały wypatroszone Tam, gdzie wyciągał się wyjąc na czworakach Zwłoki rozdzierane u jego nóg i kolan Kiedy wbił pazury w krzyż błagając o łaskę Od Pana, który unosił się nad okropną sceną Łkał i płakał, nie starczyło już głosu By krzyczeć, sen nie był jeszcze strzepnięty Usłyszał grozę syczącą przy nim: Herodzie, będziesz żałował Kto słyszy łzy zmierzchu? Kto prowadzi ostrza tak złośliwe? „O, moje najdroższe aniołki, idźcie modlić się za mnie do Boga” Dziesięć Mil Poniżej Wzgardy
Przebudzona w potach
Porzucając rozkosz dla żalu Kolejna noc nieszczęścia powoli minęła Poranne niebo niegdyś świeże i jasne Teraz zaciemnione choć dalekie od zmroku Ktoś mógłby wyczuć, że koniec dni nadchodzi szybko Gilles tułał się jak po czyśćcu Poza grobem swojego stanu Niebo, Piekło ani chłopstwo Nie były obecne oprócz przeniesionej nienawiści Znał podejrzenia, czuł drwinę I smutek jak zaostrzony pal Przeszył jego serce, i teraz zaczyna się Początek jego rozpojenia Próżny chwalebny, Pan, dewota? Myślał, że jego dusza jest zwolniona Od winy i wątpliwości nie ma ucieczki Dziesięć mil poniżej wzgardy (Wypił ocean przytaczając Dziewicę Joannę Nabożną tyradę wampira Jego gorąca krew obciążona oddaniem cuchnęła Uprzedzeniem do przymierza miłości) Przebudzona w potach Porzucając rozkosz dla żalu Jego zgodna kapela westchnęła z jego lamentem Gdy oskarżenia sięgnęły wrzasku Dochodzenia wywarzyły drzwi Na obronę nie wzniósł niczego poza swoimi łaskami Kościół poruszył się w swojej Rzymskiej jamie Tłuszcz był od dawna wydawany Teraz tam wszystkie języki pluły na Tiffauges Dziesięć mil poniżej wzgardy „Niestety, byłem szczęśliwszy Rozkoszując się torturami Łzami, przerażeniem i krwią Niż jakąkolwiek inną przyjemnością” Tylko jedno potknięcie Jeden niewłaściwy czyn I Gilles byłby niespełniony Jako że chwiał się na krawędzi klęski Bezczeszcząc ołtarz Boga Wtargnąwszy na wieczorną mszę Zagroził, że ukrzyżuje księdza Pijany płomiennym winem Ze smagającą burzą za sobą Wrzucił tego Filistyna Do swojego najplugawszego lochu I pieniądze należące się albo nie Ksiądz uwolniony bądź pozostawiony by zgnić Jego krzykliwe świętokradztwo poruszyło Machinę wojny w papieskim Rzymie Przybyli po niego w żałobnym splendorze Wraz z błogosławieństwem od świętych Jego pochlebczy uśmiech w słodkim poddaniu Lekcja wymuszonej powściągliwości Znał podejrzenia, czuł drwinę I smutek jak zaostrzony pal Przeszył jego serce, i teraz zaczyna się Początek jego rozpojenia Myślał o sądach, że są przekupne, złotymi koronami Mógłby skusić bogatych biskupów Lecz szukano i znaleziono wrota zdrajcy Dziesięć mil poniżej wzgardy Ukojenie i Anatema
„Nic, co w ludzkiej mocy Nie może powstrzymać woli Nieba Od bycia zapewnionym” Przekradając się przez mrok Ezechiela i Marka Przez rozdziały Honoriusza Gilles, jakby w transie Pieprzył stronice i tańczył Kusząc coś próżnie wspaniałego Przemierzał najgroźniejszą noc To zniszczone ostateczne połączenie Zguby i zrezygnowania Śmierdzące śmiercią I posępnością stygijskiego światła Kiedy nagle – najdelikatniejszy szept! Zasłona otwarta na malowany widok Promienie księżyca wmiotły w jego sen Ukojenie i anatemę Ukojenie i anatema Prelati pełen gwiazd Magicznych ekstatycznych gwiazd Które iskrzyły, żadna klęska nie próbowała zgasić Jego ognistej wszechobecności Syczącej w niebiosach, zanikającej Był tam by udaremnić spalenie jego Fausta Wrota były wyłamane, widmowe konie Parskały, niespokojne by odjechać Z urokiem w oczach u drzwi zawołał - „Chodź ze mną teraz!” Gilles wzdrygnął się, myśl o życiu Oskarżonym i ściganym I spustoszonym przez chorobliwość Zasmuciła jego oddech Za tymi przeznaczonymi dla jego noża Wtedy nagle – najdziwniejsze uczucie! To które pozostawiło anioły chwiejnymi Pokuta wpełzła w niego pomiędzy Ukojenie i anatemę Ukojenie i anatema Prelati pełen gwiazd Ten porywacz jego serca Obiecał mu horyzonty wolne od bólu Lecz wszystkie wielkie plany Magiczne znaki i wina o północy W krainie snów nie mogły się łudzić, że odwiodą go od jego celu On mógł zostać i zmierzyć się ze swoimi mordercami Kardynałami i sądowymi graczami Kiedy Prelati musi teraz umknąć przed Czystym i lazurowym świtem Wrota były otwarte na oścież, widmowe konie Parskały, niespokojne by odjechać Z urokiem w oczach u drzwi jeszcze raz zawołał - „Chodź ze mną teraz!” ![]() Prelati pełen gwiazd Usiłował wyrwać go z tańca Przyzywając Barrona do działania Lecz kiedy Demon powstawał W słodkich cudach prozy I propagandzie przyszła prawdziwa biblijna burza Błyskawica uśmiechając się zamarzła Na miejscu zbrodni kruków I z rozsypanych prochów wystąpiła sylfida Dziewica Joanna d’Arc Nadeszła piękniejsza i mroczniejsza Raj, kołyska wolna od plugastwa Była czysta ponad wszelkie łaski Twarz oświecona wiarą Bardziej droga niż zaklęcia Prelatiego Bogini we śnie… I drżąc w jej doskonałych ramionach Jej oczy niby tysiąc złotych psalmów Które błyszczały jak w Świąteczną noc Zapłakał jak Wszystkich Świętych Trzymał ten obraz, wzruszający blask Pokoju i wielkiego spokoju Blisko przy sercu, jej pożegnalny pocałunek Spał by zbudzić się wyzwolony, w błogości Boska Łaska na Diabelskim Grzmocie
“To jest chwila, w której idę do Boga” Płonąc jak drwina na pryzmacie nocy Wciąż skręcając się od kazań, tych zdeterminowanych pasożytów Stworzonych by obezwładnić i wystroić jego światło Przemierzał celę w wieży ze sprzecznym apetytem Księżyc był czarny Beztroski Trzykrotnie rzucał wściekłe spojrzenia w sędziów Ciemniejących tam Z piołunowym umysłem I gardzielą trucizny Zapytany Myślał o sądzie jako farsie Jego język ostry jak szkło Ten skrytobójca prawdy… …naprężał swoje szpony na niszczycielską obsadę Rozciągając udrękę na zdumionych kleryków W zamieszaniu sprawił, że krzyż został zasłonięty I klątwa wygnania z Królestwa Bożego minęła Z powrotem w lustrze, roztrzaskana próżność kona Przekleństwo nawet wyraźniejsze po stronie normalności Wypędzony ze szczodrych ścieżek raju Z wybrzeży Niebios wylany na okrutne rozdroża Księżyc był czarny Beztroski Ich grzmot rozdzielił wszystkie jego welony Zagęszczając tam Jego wojownicze tętno Do odrażającego pełznięcia Tak Wychował nikczemność Wykarmił żmije na swojej piersi Wymierzył pieszczotę śmierci By teraz cierpieć… Mógł płonąć, zauważyć Że jego druga próba Mogłaby trwać wiecznie W sądnych płomieniach Tej nocy jego los maszerował w obłąkanych paradach Ponad tęczą z blizn czarnej magii Krew biegła w strachu, obrócona w mękę w dużych ilościach Głęboko we śnie tego innowiercy, uwięzionego Koszmary były żywe, okultystyczne, zdeprawowane Jego objawienie walczyło by nadejść Lecz świt odnalazł go tam, pokutującego, gotowego Jak Chrystus na Golgotę, by zwrócić twarz ku słońcu Wszystkie lęki były wymazane Gdy Joanna pojawiła się W deszczu łez Ostatnim znaku niewinności Tęskniąc za jej obrazem boskości Za jej cudami i wyśnionymi lirycznymi czynami Mógłby spotkać ją na stosie kiedy ogień całował I razem wspięliby się do Boga, spleceni w błogości Beztroski Przeraził sąd szczerą spowiedzią Przyspieszającą tam Jego jaśniejącą śmierć I bolesne odnowienie I tak Koniec był chwalebny Poszedł jak Jezus spętany Do cienia i do prochu Kiedy wybiła siódma I Ze złodziejami po obydwu rękach Żniwiarz tych krain Płakał świętymi planami Kiedy dusił się do Nieba Trupi kwiat "Całe zło, którego mogłem dokonać zostało osiągnięte Moje grzechy mogą być odkupione i wierzę Że łaski Boże I prawo wyborcze Kościoła Świętego Wspomogły mnie wielkim miłosierdziem Jedyne czego chciałem to zaspokajać swoje pragnienia” ![]()
oryginalne liryki © Dani Filth, Cradle Of Filth,
wszystkie translacje (CC) Sinderella |
|
|