:: Cradle Of Filth Poland :::::::::::....
:: Cradle Of Filth Poland :::::::::::....
news | dyskografia | historia | biografie | Gospel Of Filth | Cradle Of Fear | faq | TotBM | exclusive | strona | FORUM | facebook | coldmirrors@op.pl
:: Cradle Of Filth Poland :::::::::::....
Cradle Of Filth
Deathstars
Hermh
Warszawa, Progresja, 08.12.2006

Czekajcie a będzie wam dane

Spodziewając się tłumów przed wejściem, wybraliśmy się do klubu dość wcześnie i ku naszemu zdziwieniu oprócz nas, nie było tam nawet 30 osób. Jednak to posunięcie wyszło nam na dobre, gdyż jak się później okazało, koncert miał się rozpocząć ze znacznym opóźnieniem. W pewnym momencie zamknięto drzwi wejściowe i nadciągający fani musieli marznąć na zewnątrz. Opóźnienie było spowodowane m.in. tym, że sprzęt muzyków nie dotarł do Warszawy na czas. Dzięki temu ci, którzy w pierwszym rzucie władowali się do Progresji mieli nadprogramową atrakcję – przez drzwi oddzielające salę koncertową od barowej mogli obserwować próbę COF. Konkurencyjnie uwagę przyciągał Szkot, sprzedający gadżety Cradle i Deathstars. Niesłychanie gadatliwy i dowcipny człowiek, kibic Celticu Glasgow. Chętnie wdawał się ze wszystkimi w żartobliwe rozmowy, ale cen koszulek nie opuścił nawet po wspólnym odśpiewaniu ''You`ll Never Walk Alone'' z jednym z fanów. Nadprogramową atrakcję artystyczną zafundowali również fani oczekujący przed lokalem inicjując barwne przyśpiewy w rodzaju ''ku*wa mać, ile mamy stać?''. Ochroniarze nie mieli chyba zamiaru tolerować tego typu konkurencyjnych występów, ale wszystko skończyło się OK.

Supporty

W końcu nadszedł moment, na który wszyscy czekali... Po ponad dwóch godzinach opóźnienia zaczęło się! Na scenę wyszła białostocka formacja Hermh. Ich występ został skrócony do raptem 20 minut, co pozwoliło na zaprezentowanie tylko trzech utworów ale i tak nie przeszkodziło to muzykom w przekonaniu do siebie publiczności. Fantastyczny, pełen mocy koncert na początek! Kolejnym zespołem, który pojawił się na scenie był szwedzki Deathstars. Dla wielu zgromadzonych ta kapela była sporą niewiadomą. Niektórzy znali tylko poprzedni zespół Whiplashera (wokalisty) – Swordmaster. Jednak jak się mieli za chwilę przekonać Swordmaster i Deathstars dzieli przepaść stylistyczna. Szwedzi zaprezentowali industrial, czerpiący całymi garściami z dorobku Rammstein i Marilyn Manson. Na scenie prym wiódł półnagi, spocony Whiplasher (opleciony różowym boa). Zespół wypadł naprawdę dobrze, show było bardzo energiczne. Jednak jak powiedział nieznany nam uczestnik koncertu ''można było odnieść wrażenie, że muzyka stanowi tylko tło dla striptizu wokalisty''. Coś w tym jest.

Cradle Of Filth

Gdy Deathstars krótko przed godziną 23 pożegnali się, grając swój największy hit pt. "Cyanide", na scenie rozpoczął się montaż sprzętu Cradle Of Filth. Zaskoczeniem in minus mógł być brak dekoracji – po prostu nie zmieściły się one na scenie! Wiadomo więc było, że występ COF obejdzie się bez dodatkowych atrakcji. Są tacy, którzy twierdzą, że COF ukrywa muzyczną nijakość za towarzyszącymi utworom akrobacjami, fontannami iskier itp. Jeśli tacy byli ósmego grudnia w Progresji wiedzą już, że tak nie jest! Cradle Of Filth pokazali się z jak najlepszej strony, zagrali znakomity, porywający koncert! Występ rozpoczął się identycznie jak album "Thornography" - po przepięknym intrze "Under Pregnant Skies..." usłyszeliśmy "Dirge Inferno" i "Tonight In Flames". Ten ostatni utwór w wersji live wypadł o piekło lepiej niż na płycie! Jest po prostu idealny na koncerty! Następnie na scenie pojawiła się Sarah Jezebel Deva, a z głośników popłynęły kultowe utwory "Dusk and Her Embrace", "Her Ghost in The Fog" i "Nymphetamine", zadedykowane wszystkim pięknym polskim kobietom. Z setu na wyróżnienie zasługuje poniewierany przez wielu fanów, przebojowy ''Temptation''. Sarah wykonuje go nie gorzej niż Dirty Harry, a sam utwór znakomicie sprawdza sie podczas występu. Niech żyje interakcja z publicznością.

W Warszawie Zespół zaprezentował prawdziwy muzyczny przekrój przez swoją karierę, chociaż dominowały oczywiście utwory z ''Thornography''. Szkoda jedynie, że nie usłyszeliśmy nic z "Damnation And A Day", ale to już chyba tradycja. Obyło się bez problemów technicznych. Brzmienie gitar i sekcji rytmicznej, a także wokali Daniego nie pozostawiało nic do życzenia. A propos głosu Count Filtha - był pełen mocy, agresji, wściekłości! Każdy utwór był wykonany znakomicie! Jeśli ktoś miał wątpliwości, to po warszawskim koncercie musiał ostatecznie zweryfikować pogląd, że głos Daniego się pogarsza. Pod pewnymi względami stał się wręcz bardziej drapieżny, potężniejszy! Pełnię umiejętności zademonstrował chyba wykonując utwór "I Am The Thorn" z ostatniej płyty. Mistrzostwo! Poza tym cały zespół był w świetnej formie i wyglądało na to, że znakomicie bawi się na scenie. Jeszcze słowo o nieznanych wcześniej polskiemu audytorium muzykach. Fenomenalnie zaprezentował się perkusista Martin Skaroupka. W zgodnej chyba opinii fanów, Czech nadaje utworom COF jeszcze większej mocy, niż jego zasłużony i ceniony poprzednik. Świetnie zagrała również Rosie Smith, która na scenie emanuje olbrzymią pasją do muzyki.
Niezapomniany koncert!

Setlista

01 Under Pregnant Skies She Comes Alive Like Miss Leviathan
02 Dirge Inferno
03 Tonight in Flames
04 Dusk And Her Embrace
05 Her Ghost  In The Fog
06 Nymphetamine
07 Ebony Dressed for Sunset
08 The Forest Whispers my Name
09 I am the Thorn
10 Rise Of The Pentagram
11 Cruelty Brought Thee Orchids
12 Temptation
13 Under Huntress Moon
14 Satyriasis
15 Gilded Cunt
16 Cthulhu Dawn
17 From The Cradle to Enslave

Na ziemi obiecanej

Chociaż już niesamowity koncert mógł przyprawić o zawał, nasze serca zostały wystawione tego dnia na dużo cięższą próbę. Parę godzin przed występem mieliśmy zaszczyt i przyjemność spotkać w hotelu Count Filtha, który zgodził się poświęcić nam chwilę czasu. Po krótkiej chwili do lidera dołączyli inni muzycy. Po koncercie, będąc dalej rządni wrażeń, zdecydowaliśmy się wraz z grupą wiernych fanów poczekać na artystów przy ich autokarach. Opłaciło się długie wystawanie na mrozie! W końcu nieczęsto zdarza się okazja, do rozmowy z Davem. Udało się również (drugi raz) porozmawiać z Rosie, która chyba kojarzyła nas ze spotkania przed koncertem. Nasza szczęśliwa gwiazda świeciła chyba bardzo jasno, bo jakby atrakcji było mało, to udało nam się dostać ponownie do Progresji, w której dane nam było posiedzieć przy barze z muzykami COF (a także Hermh i 1/5 Deathstars, była również załoga Rose Production i Progresji). Miłym akcentem była reakcja Martina na prośbę o autograf... po polsku. Czech bardzo się ucieszył, że ktoś na to wpadł i bez problemów odpowiedział łamaną polszczyzną, dodając: "Polak i Czech to dwa bratanki".

A. Ceglarska, A. Mroczkowski, A. Polkowski
cofpoland.com 2006

Tour Report: Friday 8th Warsaw, Poland, Progresje
(tekst poniżej pochodzi z oficjalnej strony Cradle Of Filth)

Today was a hectic, fucked up day to say the least.
Awoke as we arrived at the venue in Poland to the disparaging news that Gee is in hospital in Dresden, having come down with problematic Gall Bladder stones, thus rendering him indisposed for several days in Germany and the tour without a stage manager and drum tech.
Several hours later tragedy struck again when, having retired to my bunk for a hour or so (having not slept properly the night before due to the erratic nature of our journey over very bumpy Polish roads), i stumbled out to the news that Paul Collis had inadvertently fallen off the back of the lorry and hit his head so badly that he was flopping the car park for a few minutes like a beached fish.
Due to the severity of the fall it seemed wise to rush him to the hospital for a brain scan (yes, they eventually found one), though his absence and the fact that he might well have concussion prevented him from doing the
band's sound this evening, that position going to the Deathstar's sound-man Dave, who, in all fairness did a brilliant job, under the horrible circumstances.
But i digress, eager to get out the juicy bits and keep you lot interested.
The day was a weird one to say the least, a trip to the nearby hotel being the highlight of a somewhat dismal afternoon. I decided to go due to the fact that the showers looked like something from a German prisoner-of-war camp and i kinda feared my privacy, what with a lot of big shaven-headed blokes hanging around inadvertently backstage, all looking intent on some kind of harm. This was to my regret as the hotel was actually worse, the room reminding me of a halfway house for prison reforms, but with less niceties. Still, a girl's gotta do what a girl's gotta do, so i got on with dying my hair, having a couple of showers in the interim and catching up with some work until my laptop ran out of battery life, thus leaving my attention at the mercy of the outside window and a
On returning to the venue i discovered nothing exciting going on at all save for a few excited fans outside and a room full of food. The rest of the afternoon was spent idling about until Fay, the band's manager, turned up, bringing with her the next chapter of 'The Gospel Of Filth' to peruse with Dani.

Then the aforementioned accident happened with Paul Collis and a panicked (and much belated) sound-check, with the local promoter shouting the local crew to get a move on, much to the band's annoyance considering they were two men down and an hour behind.

The show, despite being two hours late, went surprisingly well and, along with last night's gig, was close to being the best show of the tour. The sound had righted itself out perfectly by the time the band took the stage and the delivery was extremely voracious, the day's activities spurring the band onto a venous performance, full of grit and determination to overcome the encountered problems.
What really made the show though was the energy of the crowd, their feedback coaxing the band over and beyond the norm.
Afterwards everybody was in high spirits and most disappeared to the bar save for Dani and Paul who had a meeting with management in regards to the forthcoming US tour. Joining Dave and Charles at the bar with the support band we proceeded to get hammered on Polish vodka, Charles actually drinking eight doubles before making his way to the toilets practically crying. He then went back to the bus and kept everybody amused as he fell down the aisle and (along with Martin), undertook some priceless impressions of Sarah before petering out to just plain annoying as he repeated the same joke over the next two hours or so and hassled Rosie as to her validity for life. He is still awesome though.
Paul Collis eventually called the drunken one up on his activities (he retiring to the band bus for the evening to get some peace and quiet, for obvious reasons, we lugging our luggage out from one of the front bunks so that he could have a decent bed for the night...) as everybody else either slid into books or comas or Aliens 3 on the TV, though this didn't stop him from falling into my bunk twice and trying to have a piss in the aisle, calling all three girls dirty little slags (his comeuppance is soon due) and kissing Dave full on the lips.

Tomorrow will be a difficult day for that lad i suspect.

Me, i ate some grass along with Paul and Dan to avoid any problems going over the border and then sank into a haunted, restless sleep, numerous weird dreams flitting through my tired, though obviously relieved at the outcome of the day, mind.

fotografie poniżej pochodzą z www.progresja.com
autor: R.Nowakowski















:: Cradle Of Filth Poland :::::::::::....

















 NADCHODZĄCE KONCERTY

    -

 WAŻNE ADRESY

   cradleoffilth.com - oficjalny site  
   myspace/cradleoffilth - oficjalny MySpace
   facebook.com - oficjalny FaceBook

:: Cradle Of Filth Poland :::::::::::....
Licencja Creative Commons
COFPoland.com: 2000-2012
In Collaboration with Mystic Productions