|
|
|
|
|
Historia Cradle Of Filth
Historia
grupy rozpoczyna się
na początku lat dziewięćdziesiątych w
angielskim Suffolk, oddalonym o ok. 70 km od Londynu, gdy Daniel Lloyd
Davey, kosztem studiów dziennikarstwa, postanowił założyć
zespół. Ludzie, którzy wraz z nim weszli w
skład grupy, byli zafascynowani muzyką metalową zespołów
pokroju Venom, twórczością literacką Lorda Byrona, Percy'ego
Shelley, H.P. Lovecrafta, filmami grozy, pogańskimi wierzeniami,
oklutyzmem i filozofią Fryderyka Nietzshe. Ich fascynacja znalazła
odbicie w
twórczości zespołu, który niemal od samego
początku tworzył mroczną, agresywną, pełną brudu i pasji muzykę,
która znalazła się na demach. Grupa ochrzciła
się, zgodnie sugestią założyciela, Cradle Of Filth.
Od
momentu, w którym muzycy COF zabrali się za tworzenie
debiutanckiej płyty, wszystko zdawało się być przeciwko nim.
Pojawiły się kłopoty z wytwórnią i album ''Goetia'' - ponoć
praktycznie ukończony - nigdy nie ujrzał światła
dziennego. Przyszło też zespołowi nagrywać debiut w innym składzie niż tworzyli dema. Jednak
od samego początku istnienia Cradle Of Filth cechowała umiejętność
wychodzenia z opresji nie tylko bez uszczerbku, ale nawet silniejszymi.
Wkrótce potencjal grupy został dostrzeżony przez młodą
i ambitną wytwórnię Cacophonous Records, z którą niemal
natychmiast zespół podpisał kontrakt i przystąpił do nagrań w składzie: Dani
Filth - wokal, Paul
Allender - gitara, Paul Ryan
- gitara, Robin
Graves - bas, Beniamin
Ryan - keyboard, Nicholas
Barker - perkusja. Dodatkowo ich siły w studiu wsparła m.in. Andrea Meyer (była żona Samotha, gitarzysty Emperor). W niedługim
czasie prace zostały ukończone i światło dzienne ujrzał upragniony debiutancki album, noszący tytuł ''The Principle
Of Evil Made Flesh'', który był też debiutem Cacophonous na
muzycznym rynku. Płyta
została pomyślnie przyjęta przez krytykę i fanów ciężkiego
grania, co oczywiście niezmiernie ucieszyło zespół,
który realnie oceniał swoje szanse. Dani wspomina: ''Przed
nagraniami mieliśmy cztery demówki, powiedzmy sobie
szczerze - średniej jakości, oraz ubogi sprzęt z drugiej ręki''. ''The
Principle Of Evil Made Flesh'' pozostaje najbardziej black metalowym albumem
COF i do teraz cieszy się sporym uznaniem. W czerwcu 2006 roku został
uwzględniony na liście "10 najlepszych albumów black
metalowych dwudziestolecia" opublikowanej w brytyjskim wydaniu Metal
Hammer. Mrok,
mistycyzm, szaleństwo i agresja, momentami łagodzona przez
spokojniejsze, liryczne fragmenty i kobiece wokale. Do tego wampiryczny
image i poetyckie liryki Daniego, pełne rozmaitych mitycznych
bóstw, od Seta przez Baphometa aż do Lilith, wyskrzeczane w
bardzo
charakterystyczny sposób, momentalnie zjednały Cradle Of Filth
liczne grono fanów i tyle samo wrogów.
Na tle innych zespołów metalowych Cradle Of Flith
wyróżniali się stylem, który już od pierwszej
płyty spędza sen z powiek wszystkim, którzy lubią
jednoznacznie klasyfikować muzykę. Nazywano ich twórczość black
metalem symfonicznym, wampirycznym blackiem,
black-gotykiem, gotykiem ekstremalnym, neo-gotykiem, horror metalem,
heavy horrorem... Wszystkie te cudaczne sformułowania to jednak zbyt
mało by
oddać zawartość muzyczną albumu COF, tak debiutanckiego jak i
kolejnych dokonań. Zespół
przedstawił na debiucie swój pomysł na ciężkie granie,
które na kolejnych albumach doprowadzi do perfekcji. Szybko dała o sobie znać jeszcze jedna cecha szczególna Cradle
Of Filth - ilość zmian w składzie zdecydowanie zawyżające średnią
metalowych zespołów. Konflikty, które narastały
systematycznie podczas pracy nad debiutancką płytą, doprowadziły do
odejścia aż połowy składu. Miejsca braci Paula i Beniamina Ryana
oraz Paula Allendera zajęli
Stuart Antsis (gitara), Damien Gregori (klawisze) oraz tymczasowy
gitarzysta o pseudonimie Jared Demeter. Jak się potem okazało ostatni z
nich nigdy
nie istniał. Było to alter-ego Stuarta. W takim składzie grupa
przystąpiła do kolejnej sesji nagraniowej, zasilona dodatkowo
osobą wokalistki Sary Jezebel Devy,
która choć będzie się pojawiać na każdym kolejnym
wydawnictwie przez kolejne 12 lat, to nie doczeka się oficjalnego
przyjęcia w szeregi grupy. ''To jest
tak, że ona jeździ z nami na trasy, wspomaga nas w studio, ale takich
"normalnych" członków jest sześciu'' - wyjaśniał parę lat
później kolejny gitarzysta, Gian. Efektem pracy muzyków było EP "V Empire Or Dark Faerytales in
Phallustein", które wydano na początku 1996 roku. Po latach
Dani przyznał, że poprzez ten materiał chciał udowodnić muzykom,
którzy opuścili zespół, że grupa może świetnie
funkcjonować bez nich i głównie stąd wziął się pomysł nagrania jeszcze
raz utworu znanego z debiutu - "The Forest Whispers My Name".
Niewątpliwie życzenie Daniego się spełniło. Na tym EP znajduje się
niesamowita dawka szaleńczej, energicznej i znakomicie wykonanej
muzyki. To pięć metalowych
hymnów plus wybitny instrumental. Zespół
brzmi
agresywniej, potężniej i dojrzalej niż na debiucie. Progres jaki
stał się udziałem Cradle Of Filth w tak krótkim czasie był
imponujący. Tym bardziej może dziwić fakt,
że EP było nagrywane jako przepustka do zakończenia kontraktu z
Cacophonous, które nie mogło już spełniać wymagań, zdobywającego
coraz większą popularność i mającego większe oczekiwania zespołu. Dani: ''Nie narzekam na Cacophonus
ale niestety nie byli w stanie nam zapewnić takiej promocji i budżetu
na nagranie albumu jak tego oczekiwaliśmy''. COF negocjował już od
jakiegoś czasu z dużą i uznaną wytwórnią Music For Nations,
do której to zespół przeniósł się od
razu po wygaśnięciu kontraktu z Cacophonous Records. W chwili gdy na
początku 1996 roku EP "V Empire..." pojawiło się w sklepach, COF kończyło już
pracę nad kolejnym albumem, który miał się ukazać pod skrzydłami MFN. Album ten nazywał się ''Dusk.... and Her
Embrace'' i nosił
podtytuł "Litanies of Damnation, Death and the Darkly Erotic". Materiał
został nagrany bardzo szybko, ponieważ zalążki niektórych
kompozycji zespół miał przemyślane już w czasach nagrywania debiutu. ''Dusk.... and Her
Embrace'' to płyta, na której zatarte zostały
wszelkie granice między blackiem i gotykiem, objawiła
zespół jako w pełni dojrzały, znający i rozumiejący
swój styl. Dani uważa, że to przełomowe dokonanie zespołu:
''W końcu Cradle of Filth wypracował sobie styl, którym
podążamy do tej pory. To był prawdziwy przełom''. Album jest
arcydziełem, muzycznym spacerem po nawiedzonym zamczysku skąpanym w
świetle księżyca, gdy za murami pada srogi deszcz, a z pobliskiego lasu
dobiega wycie wilka i pohukiwanie sowy (wszystkie te dźwięki
uwieczniono na płycie!). Warto zauważyć, że muzycy
Cradle Of Filth zaznaczyli tu wyraźnie przywiązanie do własnej tradycji,
odcinając się niejako od black metalu rodem ze Skandynawii. Lirycznie
więcej tu romantycznego wampiryzmu i poezji gotyckiej w stylu Sheridana
Le Fanu, niż typowych treści dla czarnego metalu z zimnej północy. Wiele wątków zostało zaczerpniętych wprost z mitologii angielskiej.
Zespół chciał podkreślić swoją osobowość w zalewie kapel
Skandynawskich, inspirujących się mitologią nordycką. ''Nagranie "Haunted Shores"
był taką angielską odpowiedzią na to, co dzieje sie w Norwegii''
– mówił Dani. Dużo dalej w demonstrowaniu swojego
patriotyzmu szedł Nick Barker: ''My odcinamy się od tego całego
skandynawskiego ruchu, gdyż wiąże się z tym cała masa gówna
i fałszywych oskarżeń pod naszym adresem. Wielu z nich zajmuje się
jakimiś najwyższymi neopogańskimi rzeczami. My jesteśmy daleko poza
tym, jesteśmy Brytyjczykami''.
Przez wielu fanów i krytyków płyta jest uważana
za największe dokonanie zespołu. Warto wspomnieć, że gościnnie
zaśpiewał tu Conrad ''Cronos'' Lant, legendarny lider Venom. Co ciekawe, już w 1996 podjęto próbę nakręcenia teledysku, do tytułowego utworu. Kilka scen zostało nakręconych. Można je zobaczyć na początku koncertu
na płycie DVD ''Heavy, Left Handed and Candid''. Skład
grupy na "Dusk..."
prezentuje się oczywiście inaczej niż na poprzednim wydawnictwie.
Nieistniejącego Jareda zastąpił utalentowany gitarzysta John ''Gian''
Pyres, który
jednak nie zaistniał jeszcze na tym albumie jako kompozytor.
Wkrótce po wydaniu płyty doszło do kolejnej zmiany
personalnej - miejsce Damiena Gregori przy klawiszach zajął Les
"Lecter" Smith. Muzyk stał się rozpoznawalny nie tylko ze względu na
znakomitą grę, ale i wygląd sceniczny nawiązujący do stroju księdza. Trasa promująca ''Dusk.... and Her
Embrace''
obfitowała w skandale, spowodowane
kontrowersyjnymi nadrukami na koszulkach zespołu. Za obrazę uczuć
religijnych został postawiony przed sądem fan, noszący t-shirt z
napisami "Vestal Masturbation" oraz "Jesus is a Cunt" i rysunkiem
zakonnicy w niedwuznacznej pozie. Kolejny fan miał problemy w Watykanie
z powodu koszulki ''I Love Satan''. Problemy napotkał również
sam Nick Barker. Nie był to koniec "koszulkowych kłopotów"
zespołu. W całej
historii Cradle Of Filth t-shirty grupy, oparte najczęściej na
pomysłach Daniego,
budziły kontrowersje. Nie sposób zliczyć wszystkich
konfliktów z konserwatywnym prawem, jakie wywołały. Dość
głośny skandal miał miejsce np. w 2004 roku, gdy amerykanie nie
chcieli wyprodukować koszulki ''Gilded Cunt'', a sklepikarze
odmówili jej dystrybucji, gdyby ta jednak do produkcji trafiła.
Nie sposób jednak nie zauważyć, że z powodu popularności, Cradle
Of Filth
pada ofiarą nagodnki medialnej częściej niż inne zespoły. Dani nie
przejmuje się tym: ''Przyzwyczailiśmy się do tego, że jesteśmy kozłem
ofiarnym. Nie wiem, dlaczego wybrali sobie akurat nas, ale przyjmujemy
to ze spokojem''. Zespół obstaje dalej przy swoim i broni
swojej sztuki w inteligentny, ironiczny sposób: w 2001 roku
konserwatywny Lord Provost z Glasgow (odpowiednik przewodniczącego rady miasta w
Polsce) nazwał t-shirty i ogólnie sztukę COF ''chorą
i odpychającą''. Grupa umieściła ten cytat na swoim DVD ''Peace Through
Superior Firepower'' jako slogan reklamowy.
W
cieniu skandali, grupa w 1997 roku rozpoczęła pracę nad kolejnym
albumem. Tym razem nie wykorzystywano starych pomysłów i
stworzono całą muzykę od podstaw. Tak powstał album "Cruelty and the
Beast" - czwarte wydawnictwo i trzecia płyta
długogrająca, uważana za opus magnum
Cradle Of Filth. Muzyka czerpie pełnymi
garściami z tego, co najlepsze w poprzedzających ją nagraniach i
układa się w perfekcyjny koncept opowiadający o życiu,
obsesji, tragedii i śmierci węgierskiej Hrabiny, siostrzenicy
Króla Polski Stefana Batorego, Elżbiety Batory. Postać ta
zasłynęła w dziejach ludzkości jako "krwista hrabina". Dla jednych jest
chorobliwym wynaturzeniem, mającym na koncie blisko 600 ofiar zabitych
na szereg wymyślnych sposobów, dla innych zagubioną,
kurczowo trzymającą się życia kobietą, która nie mogła
poradzić sobie ze śmiercią męża i własnym życiem. Budzi grozę i
romantyczną fascynację.
W wielu legendach i podaniach przedstawia się ją jako wampira,
uwielbiającego kąpiele w krwi dziewic. Czy można sobie wyobrazić lepszą
inspirację dla Daniego Filtha? Chyba nie. Jak mówi: ''Nie chodzi tylko o kąpiele we krwi. Cała otoczka,
wampiryczna żądza, lekki powiew okultyzmu, w końcu dyskryminacja
sprawiają, że jest to postać czasami ważniejsza, ciekawsza od tych,
które miały rzeczywisty udział w historii''. Liryki
Daniego oprowadzają słuchaczy po
Czachticach śladami szalonej Elżbiety, która przeżywa rozterki,
słabości, doznaje erotycznych uniesień, w końcu bestialsko morduje. Rozentuzjazmowany Dani tak
mówił o tej płycie: "Powstało coś w rodzaju gotyckiego
soundtracku do filmu grozy. Już na naszej poprzedniej płycie było
słychać elementy które tutaj rozwinęliśmy. ''Dusk...'' był
kamieniem nagrobnym, który odkrył przed nami w pełni magię
gotyku." W rolę Elżbiety Batory wcieliła się na płycie legendarna aktorka Ingrid
Pitt, znana z klasyki filmów grozy.
O jakości tego albumu niech świadczą nagrody przyznane przez
czytelników francuskiego "Hard Rocka" - w ankiecie
podsumowującej 1998 rok Cradle Of Filth wygrali w prawie wszystkich
kategoriach! Konkretnie, pierwsze miejsce zajęli w zestawieniach:
najlepszy zespół, najlepszy album, najlepszy wokalista,
najlepszy klawiszowiec, najlepszy utwór, najlepsza okładka
płyty. W wielu innych kategoriach, takich jak np. najlepszy perkusista,
zajęli również czołowe miejsca! Nie ma jednak róży bez kolców. Sam
zespół był bardzo niezadowolony z brzmienia płyty,
szczególnie perkusji. Sarah opisywała wiele lat
później, że początkowo była załamana brzmieniem CATB: ''Ta
produkcja jest po prostu ohydna! Gdy po raz pierwszy to usłyszałam
miałam łzy w oczach. Piosenki są niesamowite, ale mix jest
przerażający. Brzmi tak, jakby słuchało się tego z głową w klozecie.''
Być może w swoim dążeniu do perfekcji muzycy COF przesadzali, bo płyta
zyskała status kultowej. W 2000 roku Dani wypowiadał się na temat
produkcji CATB nieco mniej emocjonalnie, chociaż wciąż dało się wyczuć
rozczarowanie: ''Co prawda nie sądzę by był to nasz najlepszy materiał,
jednak ten album jest wynikiem naszej pracy, naszych
pomysłów i nie sposób się wyprzeć tego, że jest
to album Cradle of Filth''.
Zbierający prestiżowe wyróżnienia, a mimo to czujący niedosyt
związany z brzmieniem swojej ostatniej produkcji, zespół
szybko przystąpił do nowych nagrań, które komponował podczas
tras koncertowych. W efekcie w 1999 ukazała się EP pod tytułem "From
the Cradle to Enslave". Przed nagraniami Nick Barker został zmuszony do
odejścia z zespołu, przez rozżalonych brzmieniem perkusji na CATB
pozostałych muzyków. Powodem rozstania był też charakter
Nicka. ''Nick to facet, który nie potrafi żyć z ludźmi,
ciągle kogoś wkurza" – mówił Dani. Barker długo
pracy nie szukał. Szybko znalazł angaż w zespole kreowanym przez media
na największych konkurentów COF – w norweskim
Dimmu Borgir. W nagraniach wzięło udział dwóch nowych
perkusistów, z których Was Sarginson (znany jako
Dave Hirscheimer) zagrał i wystąpił w pierwszym teledysku zespołu, do
utworu "From the Cradle to Enslave". Wideo wyreżyserował przyjaciel zespołu, twórca niszowych
horrorów Alex Chandon. Sarginson nie zagościł jednak na stałe w składzie. Angaż dostał Szwed
Adrian Erlandsson. Niektórzy uważają, że nagranie teledysku
i odejście wspaniałego perkusisty, jakim niewątpliwie był Nicholas
Barker,
to koniec "klasycznego" Cradle Of Filth. Na "From the Cradle to
Enslave" znalazły się tylko dwa nowe autorskie utwory, ale bardzo dobre
covery Anathemy i The Misfits to wynagradzały. Mimo wszystko,
porównanie nowej EP'ki w zestawieniu z kultowym "V Empire"
wypada blado. Usprawiedliwieniem grupy jest jednak to, że według
pierwotnych planów, miał to być maxi singiel, towarzyszący
pierwszemu wydawnictwu wideo grupy – ''PanDemonAeon'',
które zawiera dwie wersje teledysku, dokumentację z jego
powstawania oraz fragmenty koncertu. "From the Cradle to Enslave"
stał się bardzo
popularny wśród fanów, którzy domagali
się go na każdym koncercie. Dani żartował w Kerrang!: ''Musimy go grać
na każdym koncercie... Czasem żałuję, że go nie skasowałem, nie
musiałbym go grać już więcej.''
Zatrudnienie nowego perkusisty i wydanie EP'ki nie ustabilizowało
jednak sytuacji kadrowej zespołu. Krótko po wydaniu "From The
Cradle..." z grupy wyrzucony
został Stuart Antsis, a za nim odszeł zaprzyjaźniony z gitarzystą
Lecter. Cradle Of Filth znów czekało kompletowanie składu. Sytuacja w zespole była daleka od ideału. Muzycy byli
pokłóceni i zawiedzeni brzmieniem swojej ostatniej długogrającej płyty,
fani po raz pierwszy dostali
wydawnictwo, które nie do końca
zaspokajało ich oczekiwania. Nowo przyjęty Adrian Erlandsson musiał
zmierzyć się z legendą Nicka Barkera, a trzeba było jeszcze wypełnić
braki kadrowe po odejściu Stuarta Antsisa i Lectera. Liczni hejtersi,
na brak których zespół nigdy nie mógł narzekać,
cieszyli już się, że wkrótce usłyszą wieści o rozpadzie
znienawidzonej grupy. Tymczasem Cradle Of Filth, jak to ma w
zwyczaju, zrobił malkontentom niezłego psikusa i stanął na nogi
silniejszy niż wcześniej. Za złą atmosferę w zespole lider COF obwinia
głównie Stuarta, który został z zespołu usunięty: ''Przyczyniła się do tego ta jedna osoba,
która nie dość, że powodowała problemy to jeszcze
próbowała wciągnąć w swe niecne zagrywki innych
członków zespołu. Mogę stwierdzić, że ten gość spierdolił
nam kilka miesięcy wspólnego grania''. Konfliktowi ludzie
znaleźli się poza zespołem, a tymczasem na miejsce gitarzysty
powrócił Paul Allender, który odszedł po nagraniu
debiutu, ale jego kompozycje znalazły się jeszcze na ''Dusk....
and Her
Embrace''. Osoba Paula przyczyniła się do scementowania zespołu. Z
biegiem lat będzie on obok Daniego drugim filarem i ostoją zespołu. Miejsce klawiszowca zajął ceniony muzyk Martin Powell, znany chociażby z
Anathemy i My Dying Bride. Z nimi w składzie grupa przystąpiła do
realizacji kolejnego dzieła.
Nowe dokonanie Cradle Of Filth ochrzczone zostało nazwą "Midian". Pojawiło się w Halloween, 31
października 2000 roku. Album powstawał w Parkgate Studios w Anglii.
Tytuł nawiązuje do biblijnych Midianitów,
potomków Abrahama i jego ostatniej żony. Liryki
zainspirowane zostały twórczością takich pisarzy jak Clive
Barker (szczególnie powieścią ''Cabal'' oraz filmem "Nightbreed" na jej
podstawie) i H.P. Lovecraft. ''Album ''Midian" całkiem serio
mówi czym jest najwyższa miłość, nienawiść,
próżność...'' - opisywał swoje teksty Dani. Zespół
zaskoczył tą płytą
wszystkich, szczególnie dużą grupę pesymistów
twierdzących, iż po takich przetasowaniach w składzie COF się nie
podniesie, a nawet jeśli, to traci swój orginalny styl. Dani tłumaczył to żartobliwie w ten sposób: ''Wierzę, że Cradle Of Filth żyje własnym życiem. Jest niezależnym
bytem, który żywi się ludźmi, czyli nami, muzykami
którzy współtworzą zespół''. Album ma
inne, łagodniejsze od poprzedników brzmienie.
Tym razem dokładnie takie, jakie chciał osiągnąć zespół.
Gian: ''Ono jest... hmm bardziej rozmarzone, eteryczne, zwiewne... To
rodzaj ucieczki. Jest inne, niż na wcześniejszych albumach''.
''Midian'' jest bardzo szybki. Wielu krytyków docenia
idealny kompromis pomiędzy zdehumanizowaną sekcją rytmiczną, a szalenie
poetyckimi, pełnymi najróżniejszych skrajnych uczuć lirykami
Daniego. Niektórzy podejrzewali, że na płycie gra automat
perkusyjny. Oburzony takimi stwierdzeniami Gian mówił:
''Używamy cyfrowej techniki nagraniowej i tyle. Wszystko, co słychać na
płycie "Midian", jest prawdziwe, czarno-białe. Nie ma tu
żartów, kombinowania. Wszystkie partie instrumentalne
zostały zagrane naprawdę, to jest prawdziwa muzyka, prawdziwy metal".
Najwięcej kontrowersji wzbudził trwający niespełna minutę przerywnik
''Satanic Mantra'', który podniósł ciśnienie u co
niektórych stróżów moralności. Sam
zespół odcina się od zarzutów o modły do Szatana.
''Nie czujemy się przynależni do żadnego z nurtów
ideologicznych, nie jesteśmy wyznawcami żadnej religii'' –
mówił Gian. Dani rozwinął natomiast, co oznacza dla niego
postać Szatana, często pojawiająca się w jego lirykach: ''Szatan to
tylko etykieta, która służy do opisania ludzi niereligijnych
i wolnomyślicieli. Tak naprawdę przesłaniem Cradle Of Filth jest
stwierdzenie, że jeśli tylko wierzysz w siebie, wszystko jest
możliwe''. Tak też zrobili muzycy COF. Po trudnym okresie zespół odzyskał wiarę w siebie i pasję tworzenia. Cradle Of
Filth, zamiast zgodnie z przewidywaniami i nadziejami nieżyczliwych
osób upaść, nie tylko ugruntował swoją znakomitą pozycję,
ale osiągnął największy sukces komercyjny w historii. Między
innymi dlatego coraz częściej grupa była obiektem ataków ze
strony ortodoksyjnych miłośników ''czarnego metalu''.
Zarzucano im podszywanie się pod black, gdy tymczasem systematycznie
oddalają się od tej stylistyki. Krytykanci nie zauważyli najwyraźniej, że
muzycy zespołu od dawna się w ten sposób nie klasyfikowali.
Paul: ''Nie uważam nas za zespół black metalowy, ale raczej
za ekstremalny zespół metalowy. Z mojego punktu widzenia
ludzie uważają nas za blackową grupę ze względu na to jak się ubieramy.
Kiss też się tak kiedyś ubierali ale nikt nie nazwie ich zespołem black
metalowym''. Wtórował mu Dani, podkreślając jednocześnie siłę Cradle Of Filth: ''Jesteśmy teraz najlepiej
sprzedającym się zespołem black metalowym. Nie jesteśmy najlepsi,
jesteśmy najwięksi. A najdziwniejsze jest to, że nie uważam już nas za
black metalowy zespół''.
Jak się miało okazać, ''Midian'' była ostatnią płytą nagraną przez zespół pod szyldem Music For Nations. Grupa nie przedłużyła kontraktu,
ponieważ wytwórnia próbowała ingerować w
poczynania artystyczne muzyków. Sprawa dotyczyła podobno
oprawy graficznej albumu "Midian", którą zajął się znany
plastyk J.K. Potter. W promocji płyty wykorzystano teledysk - tym razem zilustrowano obrazem
utwór "Her Ghost in The Fog". Reżyserem był ponownie, jak w
przypadku ''From The Cradle To Enslave'' Alex Chandon. Fragmenty
''Midian'' wykorzystano w filmie Chandona "Cradle Of Fear", w
którym główną rolę zagrał Dani, a inni muzycy
pojawili się jako statyści. Daniego na srebrnym ekranie nie mieliśmy
okazji jednak zobaczyć, gdyż z uwagi na wielką dawkę przemocy, film nie
został dopuszczony do kin. ''Jest to opowieść o psychopacie,
seryjnym mordercy nazwiskiem Kamper. Generalnie jest to bardzo brutalny
film. Całość obrazu to cztery krótkie historie, trochę jak
opowieści z krypty'' - Dani.
Godne odnotowania jest to, że na "Midian" po raz pierwszy w
twórczości COF, pojawił się kultowy aktor Doug Bradley (znany
głównie jako Pinhead z serii "Hellraiser"), który
wzbogacił płytę swoim niepowtarzalnym głosem. Jak doszło do spotkania z
kultowym aktorem opowiadał Dani: ''Ingrid, która na płycie
"Cruelty And The Beast" wcieliła się w rolę Elżbiety Batory, znała
Bradley'a. Wiesz, zgrana paczka aktorów występujących w
strasznych filmach... Po nagraniu z nami płyty dostała od
wytwórni kilka sztuk "Cruelty And The Beast" i wpadła na
pomysł, żeby rozesłać je przyjaciołom jako prezenty bożonarodzeniowe.
Jeden z tych prezentów trafił do Douga, który w
ten sposób dowiedział się o istnieniu Cradle Of Filth''.Odchodząc z Music For Nations, zespół uzyskał upragnioną
pełną wolność artystyczną, powołując do życia
Abracadaver, własną
wytwórnię. Pierwszym wydawnictwem sygnowanym jej logo, było EP "Bitter Suites to Succubi", które
ukazało się 10 czerwca 2001 roku. Poza znakomitymi nowymi nagraniami (tworzonymi z myślą o edycji specjalnej "Midian"), na
albumie znalazły się trzy nowe wersje utworów z debiutu oraz
cover Sisters Of Mercy. Zespół kontynuował politykę kręcenia
teledysków, za które wciąż odpowiadał jeszcze Alex Chandon. Tym razem powstały aż trzy obrazy ("Born in a Burial
Gown", "No Time to Cry" oraz, w wersji ohydnej i bardzo ohydnej,
"Scorched Earth Erotica").
Zupełnie unikatową sytuacją w historii COF jest to, że ''Midian'' i "Bitter Suites to Succubi" są jedynymi kolejnymi albumami nagranymi przez taki sam skład.
Jednak to, że sytuacja jest tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę,
objawiło się już wkrótce z siłą trzęsienia ziemi.Niedługo po wydaniu "Bitter Suites to Succubi" odszedł Robin Mark Eaglestone, znany szerzej
jako Robin Graves. Obok Daniego był to najdłużej grający w zespole
muzyk bez przerwy, kultowa postać wśród fanów zespołu. Swoją
decyzję tłumaczył tym, że ciężko pogodzić mu życie prywatne i grę w
zespole. Nieoficjalnie mówiło się jednak o znacznych
rozbieżnościach w wizji dalszej drogi artystycznej zespołu. Robinowi, miłośnikowi klasycznego blacku, ciężko
było zaakceptować systematyczne oddalanie się muzyki grupy od
kanonów czarnego
metalu. W odróżnieniu od innych
muzyków nie był on zadowolony z łagodniejszego brzmienia
''Midian''. Będąc raczej zamkniętym w sobie człowiekiem, rzadko
wspominał o tym w wywiadach. ''Ja chciałem, żeby ten materiał był
bardziej agresywny, brutalniejszy, ale chyba mi się nie udało''
wspominał ironicznie parę miesięcy po premierze. Tymczasowym, a jak się
okazało później etatowym, basistą grupy został Dave Pybus
(kolejny w szeregach COF muzyk znany z Anathemy), który
pojechał w trasę koncertową. Niedługo później fani ponownie
otrzymali elektryzującą informację - z grupy odszedł wieloletni
gitarzysta Gian. W krótkim oświadczeniu powiadomił, że
zamierza kontynuować karierę muzyka oraz pozostaje z członkami zespołu
w koleżeńskich
relacjach. Gian również nie wyjaśnił powodu swojego odejścia.
Nieoficjalnie mówiło się, że gitarzysta zatracił gdzieś
pasję do muzyki i potrzebował odpoczynku. Zdaje się to potwierdzać
Dani, który dał później do zrozumienia, że
spodziewał się takiej decyzji gitarzysty. ''On od dłuższego czasu
odpływał w nieznane ze swoimi myślami'' - wspominał lider COF. W opinii wielu fanów odejście Robina i Giana to moment
przełomowy, po którym Cradle Of Filth
już nie jest tym samym zespołem.
Dość powiedzieć, że jedynym muzykiem pojawiającym się na każdej płycie
pozostał w tej chwili Dani. Niepokojących się o przyszłość grupy
fanów, mogło dodatkowo martwić, że pojawiły się dwie
płyty
przekrojowe. ''Lovecraft & Witch Hearts'' ukazała się wiosną
roku 2002 i stanowiła podsumowanie współpracy
Wampirów z Music For Nations. Poza znanymi utworami znalazły
się na niej kawałki bonusowe z różnych płyt. Nie jest to
typowe "the best of" zespołu, gdyż podsumowuje jedynie okres
współpracy z jedną wytwórnią. Pierwsza oficjalna
koncertówka COF, ''Live Bait For The Dead'', wydana
została latem 2002 roku. Koncert, którego możemy posłuchać
odbył się w Nothingham Rock City, 14 kwietnia 2001. Do wydawnictwa
dołączono dodatkowy dysk, na którym znajdują się
multimedialne dodatki (w tym teledysk do "No Time to Cry").
Równolegle pojawiło się wideo z zapisem tego samego koncertu i filmem dokumentalnym. Po krótkim okresie stabilizacji, niezwykle płodnym
artystycznie, obfitującym w niezapomniane płyty i koncerty, zespół
znów zawisł nad krawędzią przepaści, podobnie jak 3 lata wcześniej. I
ponownie, na złość oponentom, wyszedł z opresji zwycięsko. Gdy liczne
grono nieżyczliwych grupie osób zacierało ręce, grupa
pracowała już nad nowym materiałem w pięcioosobowym składzie.
Zanim fani mogli się przekonać w jakiej formie kompozytorskiej jest
zespół z Davem Pybusem w roli nowego basisty, czekało ich
niemałe zaskoczenie. Dani postanowił bowiem skierować zespół
w rejony show biznesu do tej pory niedostępne dla ekstremalnych metalowych
kapel. Mając świadomość swoich osiągnięć i pozycji, a jednocześnie
olbrzymie ambicje, na których realizację potrzeba naprawdę
dużych pieniędzy, COF podpisało kontrakt z molochem wydawniczym
kojarzonym z plastikowym popem z czołówek list
przebojów - Sony Music Entertainment. Dave: ''Powodem, dla
którego podpisaliśmy tę umowę, jest chęć zrealizowania
własnych ambicji, właśnie takich, jak prawdziwa orkiestra, prawdziwy
chór, jeszcze lepsza produkcja''. Wielu fanów
przecierało jednak oczy ze zdumienia. Czyżby Cradle Of Filth
zdecydowało się znacznie złagodzić i ugrzecznić swoją
twórczość? O tym, że nic takiego nie miało miejsca mogli
przekonać się ci, którzy 6-ego marca 2003 roku udali się do
sklepów. Tego dnia światło dzienne ujrzał album "Damnation
And A Day", na którym próżno szukać
kompromisów z wielkim biznesem. Dzięki bytności w Sony grupa
mogła zaangażować do nagrań Filmową Orkiestrę Symfoniczną z Budapesztu
oraz profesjonalny chór z tego miasta. Producentem płyty
został gitarzysta Anthrax, Rob Caggiano, który spisał się
znakomicie. Czasem jego perfekcjonizm irytował muzyków. ''Zdarzało się tak, że graliśmy jakiś kawałek przez 10 godzin, a Rob
mówił nam, że on nie brzmi dobrze'' - wspominał Dave. Album
powstał w pięcioosobowym składzie, ponieważ grupa postanowiła nie
szukać następcy Giana. Wszystkie gitarowe partie wykonał więc Paul
Allender, a wspomagał go Martin Powell. Liczne partie orkiestry i
chóru nadają płycie iście epicki rozmach. Dani mówił, że
z początku orkiestra była nieco zdezorientowana. ''Po raz pierwszy
nagrywali muzykę do podkładu rytmicznego na podstawie
blastów. Trochę ich to zaszokowało ale odegrali to
wspaniale''. Przewodni temat liryk na "Damnation
And A Day"
oscyluje wokół
wątków biblijnych. Obeznani z literaturą odnajdą tu
liczne nawiązania do ''Raju Utraconego'' Miltona. Narrację powierzono
aktorowi Dave'owi McEwenowi, znanej postaci kina grozy, który
zagrał m.in. obok Daniego w
filmie ''Cradle Of Fear''. Płyta jest długa. Znajduje się na niej aż 17
utworów (licząc interludia, intro i outro). Płyta "Damnation
And A Day"
zebrała pozytywne recenzje. Często podkreślano, że olbrzymia dawka
nowej
muzyki pokazała iż COF nie brak energii i świeżych pomysłów,
także w zmienionym składzie. Niektórzy tylko narzekali, że
choć na albumie znajdują się momenty wybitne, to w ogólnym
rozrachunku płyta jest trochę za długa. Pojawiły
się dwa teledyski, do których powstania po raz pierwszy w
historii zespołu nie przyczynił się Alex Chandon. "Babalon A.D. (So
Glad For The Madness)" nakręcił WIZ, który ma na koncie
współpracę
m.in. z Marilyn Manson, natomiast za kamerą wideo do utworu "Mannequin"
stanął Thomas Mignone znany ze współpracy m.in. z
Mudvayne, Slipknot, Type O'Negative i Sepulturą. Dodatkowo animacją
zilustrowany został "Serpent Tongue", a fragmentami
koncertów "The Promise Of Fever". Zespół promował
swoje dzieło grając m.in. na słynnym objazdowym festiwalu Ozzy'ego
Osbourne'a - OzzFest. COF mieli okazję spotkać tam legendarnego
wokalistę Black Sabbath. Dave wspomina: ''Widziałem Ozzy'ego
codziennie, nie jak grał, ale za sceną. Sprawiał wrażenie kogoś, kto
nie chce, aby go zaczepiano. On jest już stary, więc raczej nikomu nie
przychodzi do głowy, żeby mu zawracać głowę. Przykro mi, że tak było.
Widywałem go też skaczącego na skakance. Ja mam znacznie mniej lat niż
on, ale czegoś takiego nie potrafię''. W tym czasie szczególnie dużo mówiło się o konflikcie pomiędzy Cradle Of
Filth, a Dimmu Borgir. O ile po części jest on z pewnością wymysłem
prasy, która kreowała ich od lat jako rywali walczących o tę samą
publiczność, to ciężko zaprzeczyć, że w pewnym momencie stosunki
pomiędzy grupami nie wydawały się najlepsze. Jeszcze podczas trasy
promującej ''Midian'' Paul żalił się: ''Wkurza mnie, że we wszystkim
nas naśladują. Na jeden z naszych koncertów w Niemczech
przyszedł ich menedżer i z otwartą paszczą oglądał to, co działo się na
scenie. Mogę zagwarantować, że na następnej trasie Dimmu Borgir będą
mieli dokładnie to samo''. Jednak z upływem lat emocje opadały. Podczas
wywiadów promujących DAAD, Dani deklarował i pytał retorycznie: ''Nigdy nie było
żadnej rywalizacji między nami a Dimmu Borgir. Czy robilibyśmy muzykę
po to tylko by być lepszymi od Dimmu Borgir? Gdzie tu cel, pasja i
miłość do samej muzyki?''. Z czasem wszystko zostało
obrócone w żart, a relacje pomiędzy legendarnymi zespołami
uległy znacznej poprawie. Ponownie Dani: ''Trudno porównywać
naszą muzykę do Dimmu Borgir, chyba że pod obserwację weźmiemy oprawy
graficzne i teledyski, a w szczególności ilość pojawiających
się roznegliżowanych kobiet - tu niewątpliwie jest rywalizacja''.
Prace
nad kolejnym albumem, muzycy Cradle Of Filth rozpoczęli już
podczas wielkiej (109 koncertów) trasy promującej "Damnation And
A Day". Grupa ponownie zmieniła wytwórnię. Postanowiła nie
przedłużać
kontraktu z Sony i podpisała umowę ze znaną firmą Roadrunner
Records. O
powodach rozstania z gigantem mówił Dave: ''Jednym z
powodów, dla których chcieliśmy rozstać się z
Sony było to, że my mieliśmy wiele pomysłów, ale one ich
niespecjalnie interesowały''. Wtórował mu Dani: ''Byliśmy
jednym z wielu zespołów w tej wytwórni i nie
byliśmy dla nich zbytnio ważni''. Do COF dołączył na stałe gitarzysta,
który do tej pory wspomagał zespół na koncertach podczas
trasy promującej "Damnation And A Day" - James McIlroy. Tym samym kolejne dzieło
powstawało znów w sześcioosobowym składzie.
Debiutancka płyta dla Roadrunnera - "Nymphetamine" - ujrzała światło dzienne 27
października 2004. Pierwsze co ją wyróżnia to rezygnacja z formuły albumu koncepcyjnego
(chociaż niektórzy doszukują się powiązań - począwszy od
tytułu, większość utworów nawiązuje do femme fatale, tezę zdaje
się też potwierdzać okładka i inne grafiki autorstwa Matta Lombarda).
Tytuł jest autorstwa Daniego: ''To niejako połączenie dwóch
wyrazów. Nimfomanka i amfetamina. Chodzi o połączenie tych
dwóch sfer. Połączenie kobiety i narkotyku''. Liryki
inspirowane są twórczością m.in. Edgara Alana Poe i H.P. Lovecrafta.
W tytułowym kawałku zaśpiewała gościnnie Liv Kristine, znana m.in z
Theatre of Tragedy i Leave's Eyes. Ten zresztą utwór -
umieszczony w samym środku płyty, prawie 10-o minutowy, rozbudowany,
jest sercem albumu. Potwierdza to Paul: ''Temat "Nymphetamine" to
bezsprzecznie najważniejszy, kulminacyjny punkt krążka''.
Nie jest więc
przypadkiem, że wszystkie utwory poprzedzające tytułowy, jak i
następujące po nim, schodzą na dalszy plan. Dla wielu
krytyków to właśnie jest jednak największa wada tej płyty.
Nawet, jeśli był to zabieg celowy, to słuchacz może być
zdezorientowany. Stylistycznie zespół praktycznie zupełnie
porzucił już black metal, idąc tym razem w stronę klasyki heavy metalu.
Dużo na "Nymphetamine" solówek, co wyraźnie kontrastuje z
poprzednim albumem. Niektóre
utwory charakteryzuje wręcz galop, bezsprzecznie kojarzący się z
Iron Maiden. Na płycie znalazł się także najłagodniejszy utwór
w historii Cradle Of Filth – patriotyczna ballada ''English
Fire'', będąca kolejną
demonstracją przywiązania Daniego do swojego kraju: ''Narodowość jest dla mnie
bardzo ważna. Nie jestem jednak faszystowski w tym utworze. Po prostu
jestem dumny z mojego kraju''.
Ewolucję przeszły też stroje scencizne muzyków. Od od
klasycznego black metalowego stuffu na debiucie, przez praktycznie brak
makijażu na kolejnych płytach, aż do stylu przypominającego
cenobitów z filmu "Hellraiser" w czasach "Damnation And A Day" i
"Nymphetamine". Na albumie, podobnie jak na "Midian",
można też usłyszeć aktora Douga Bradleya.
Nawiązań do ''Midian'' jest zresztą więcej – dwa utwory są
kontynuacją opowieści rozpoczętych na tamtym albumie. Producentem
płyty, tak jak w przypadku "Damnation And A Day" był Rob Caggiano,
którego wspomagał inżynier dźwięku Dan Turner. Za mix
odpowiada Colin Richardson. W większości album powstał w Parkgate
Studios. Utwór ''Nymphetamine'' (konkretnie jego środkowa
część) wzbogacony został znakomitym, klimatycznym teledyskiem,
który
wyreżyserował Dani Jacobs (odpowiedzialny też m.in. za teledyski Dirty
Americans i 36 Crazyfists). Wystąpiła
w nim także Liv Kristine. Mówi Dave: ''Teledysk opowiada historię kobiety,
która najpierw ratuje życie, a później zniewala,
by w końcu porzucić. Obrazy są celowo niejednoznaczne po to, by widz
mógł je dowolnie zinterpretować. Teledysk jest bardziej
niepokojący i mroczny dzięki temu, że nie pokazuje wszystkiego
wprost''. Po wydaniu "Nymphetamine" zespół ruszył w trasę "Swansong For A
Nations". Zapowiedziany został kolejny teledysk, tym razem do utworu
"Gilded Cunt", chociaż niektórzy szeptali cicho o coverze
Cliffa Richarda "Devil Woman" (który pojawił się na
specjalnej edycji płyty, a zaśpiewał w nim gościnnie sam King
Diamond). Ani jedni ani drudzy nie mieli jednak racji - drugi teledysk
tym razem nie powstał. Zespół został natomiast nominowany do
nagrody Grammy w kategorii Best Metal Performance.Płyta ''Nymphetamine'' pojawiła się 10 lat od debiutu płytowego COF dla Cacophonous. Muzycy mieli za sobą długą, trudną drogę ozdobioną wspaniałymi płytami, zwiedzili świat podczas długich tras koncertowych. Nic dziwnego, że zaczęto pytać członków grupy o zapatrywania na przyszłość. Taki rodzaj muzyki i podróżniczy tryb życia wymaga przecież dużo siły. Dave: ''Nie stajemy się młodsi ale chcemy trwać, prezentować nowe pomysły, na pewno nie zmienimy się tak, jak niektóre zespoły, które zupełnie zbezcześciły swoją historię i ludzie już ich nie chcą słuchać. My się swojej historii nie wstydzimy i na pewno będziemy ją szanować. Będziemy szerzyć szaleństwo na świecie. Zostało nam wiele do zrobienia''. Paul dostrzega jednak różnicę pomiędzy COF kiedyś, a dziś: ''Ta energia, która nas rozsadzała na początku lat 90-ych już nie powróci. Teraz Cradle of Filth to dojrzały emocjonalnie zespół''. Muzycy mają świadomość swoich sukcesów i tego, że są inspiracją dla wielu młodych zespołów, ale podchodzą do sprawy z dystansem. ''Wolę nie myśleć, że jesteśmy takimi mądralami'', żartuje Dave. Aby tradycji stało się za dość grupy nie ominęły roszady personalne. Z powodu problemów ze zdrowiem Dave Pybus nie pojechał w trasę po Europie, a jego miejsce zajął Charles Hedger, miłośnik okultyzmu, fan COF i nauczyciel gry na gitarze. Po powrocie do kraju, zespół z powodu problemów zdrowotnych opuścili klawiszowiec Martin Powell. Krótko później odszedł także gitarzysta James McIlroy, który chciał doprowadzić do końca inne projekty. Wciąż pozostawał jednak w kontakcie z zespołem i jak się miało okazać, po latach wróci w szeregi grupy. Teraz jednak na miejsce Jamesa szybko wskoczył, sprawdzony już w scenicznym boju Charles Hedger, a do roli basisty wrócił Dave. W takim składzie, bez nominalnego klawiszowca, ale z aranżerem orkiestry Danielem Presleyem, z którym grupa współpracowała już na na dwóch ostatnich płytach, zespół rozpoczął prace nad kolejnym albumem. Pisanie
materiału na następcę "Nymphetamine" rozpoczęło się pod koniec 2005
roku.
Ponieważ zespół nie posiadał w swoich szeregach klawiszowca,
na grudniową trasę po Wielkiej Brytanii zaproszono wieloletnią
znajomą muzyków - Rosie Smith. Okres
świąteczno - noworoczny upłynął Cradle Of Filth pod znakiem odpoczynku
i pracy nad nowym albumem. Wykorzystując jedną z przerw w pracy, Dani
poślubił swoją wieloletnią partnerkę, Toni. Wiosną 2006
grupa uzbrojona w pomysły weszła do The Chapel Studio, by ponownie
pod okiem Roba
Caggiano, finalizować pracę nad albumem. Cisza przerywana
sporadycznymi
doniesieniami ze studia i prezentacją okładki, autorstwa Samuela Arayi
trwała, aż do lata, gdy Cradle of Filth
wyruszyło w identycznym składzie jak w grudniu 2005 roku w trasę
po
wielkich rockowo-metalowych festiwalach. Zagrali m.in. na Rock am
Ring, Sauna Open Air i Graspop, obok takich sław jak Guns n'
Roses czy Metallica. Fani na całym świecie na próżno jednak
doszukiwali się w setlistach jakiegoś nowego utworu. Muzycy podsycali
ciekawość w licznych wywiadach. Dani mówił: ''Nie chcę
powiedzieć, że nowe
utwory są eksperymentalne, ale z pewnością testujemy granice tego, co
możemy zrobić... Wiele z tych piosenek jest naprawdę rytmicznych,
prawie thrashowych, ale są jednocześnie bardzo chwytliwe''. Sam tytuł,
"Thornography", kolejny raz będący wymyślonym przez Daniego słowem, lider COF wyjaśniał
jako ''obsesję ludzkości na punkcie grzechu i samej siebie''. Pierwszym
muzycznym zwiastunem nowej płyty, był dopiero utwór "Dirge Inferno",
opublikowany na stronach Roadrunner Records 25 sierpnia. Niedługo
później pojawiła się e-kartka z kolejnymi dwoma utworami,
które wywołały olbrzymie poruszenie. Chociaż
zespół zapowiadał, że chce sprawdzić jak daleko może się posunąć,
to chyba nikt nie oczkiwał aż tak zaskakującego rezultatu. Dla
osoby znającej
twórczość Cradle Of Filth na wylot, będzie to płyta zupełnie inna
od dotychczasowych. Bardzo mało tu klawiszy, pojawia się co najwyżej
klasyczne pianino. Utwory są również prostsze niż dawniej,
właściwie połowa płyty opiera się o schemat zwrotka - refren - zwrotka!
Dominują gitary i
chwytliwe, przebojowe riffy. Dość niecodziennym
pomysłem było promowanie albumu, przy pomocy teledysku do piosenki, traktowanej jako bonus do płyty, w dodatku nie będącej autorskim utworem Cradle Of Filth - mowa tu o "Temptation" synthpopowego tria Heaven 17. Ciężki
do
przełknięcia dla ortodoksów był także gościnny występ
Villa Valo, wokalisty HIM. Obecność Valo, Dani
tłumaczył następująco: ''Sam fakt, że Ville śpiewa na naszej płycie
jest niezamierzoną prowokacją, chociaż ja poznałem Villego jeszcze w
1997, kiedy dał mi swoje demo. Poza tym on idealnie pasuje do roli
lorda Byrona. Nawet wygląda trochę jak on''. W coverze ''Temptation''
zaśpiewała wokalistka na co dzień obracająca się w klimatach
country-pop, Dirty Harry. Na "Thornography" możemy usłyszeć także pierwszą
w
historii grupy, kompozycję instrumentalną napisaną
na gitary - ''Rise of the
Pentagram'', autorstwa Paula Allendera. Również Dani
postanowił zaskoczyć słuchaczy i
zaśpiewał parę fragmentów czystym głosem. Okazało się, że
okładka, na której po raz pierwszy w historii, logo COF nie
zajmowało centralnej pozycji, dobrze oddawała ilość nowości i zmian.
Nie dotyczyły one tylko muzyki i grafiki. Także tematyka utworów
się zmieniła. Nakęcony później teledysk do utworu "The Foetus Of A New Day Kicking" nawiązywał np. do futurystycznego filmu "Mad Max".
Dla części starych fanów była to rzecz ciężka do zrozumienia,
chociaż większość przyznawała, że nie można odmówić nowym
kompozycjom uroku i thrashowej przebojowości. Cradle Of Filth po raz
kolejny udowodniło, że kroczy własnymi ścieżkami. Co ciekawe,
udowodniło też, że nawet w nieco odmiennym stylu potrafi znakomicie się
realizować, nie zatracając jednocześnie charakterystycznych cech własnej
twórczości. Pomimo wszystkich zmian wciąż nie ma wątpliwości, że
to płyta Cradle Of Filth. W samym
zespole doszło do kolejnej, ukrywanej w celach marketingowych,
zmiany składu. Cradle Of Filth opuścił perkusista Adrian Erlandsson.
Dla wnikliwych
obserwatorów nie było to zaskoczeniem - Szwed coraz więcej
czasu poświęcał innym muzycznym projektom, próżno też było
go wypatrywać w teledysku ''Temptation''. Ostatecznie wiadomość o
odejściu muzyka, została potwierdzona wraz z rozpoczęciem trasy
koncertowej. Adrian napisał w pożegnalnym komunikacie, że ''ma
poczucie, że odchodzi będąc na szczycie, bo ''Thornography'' to
niewątpliwie najlepsze wspólne dokonanie''. Miejsce za
bębnami zajął Czech mieszkający w Anglii, Martin 'Marthus' Skaroupka.
Z nim w składzie grupa wyruszyła w trasę po Europie i Amerykce
Północnej. Zespół wrócił na ten
kontynent również jesienią 2007 roku, aby zagrać jako
headliner trasy The Rockstar Viva La Bands Tour, która
promowała drugą kompilację gwiazdy MTV Bama Margery. Wcześniej premierę miały dwa
teledyski promujące ''Thornography'' - ''Tonight In Flames'' oraz
''Foetus Of a New Day Kicking''. Obydwa znalazły się na wydanej w
lutym 2008 specjalnej edycji płyty. Jej zawartość najlepiej przedstawił
Dani:
''Utwory na edycję specjalną zostały napisane podczas sesji
''Thornography'', a dopracowane krótko później...
Są to ''Murder In The Thirst'', nasze klasyczne intro. Tytuł
zaczerpnęliśmy z tekstu piosenki ''Cemetery And Sundown''. ''The
Snake-Eyed And The Venomous'' jest swego rodzaju odpowiedzą na krytykę,
dużo w nim przenośni. ''Halloween 2'' został ponownie zmixowany i
zremasterowany przez Andy'ego Sneapa, brzmi teraz odrobinę lepiej niż
na soundtracku filmu ''Underworld 2'', jedynej płycie na
której był do tej pory dostępny. ''Courting Baphomet'' to
kolejna pieśń utrzymana w duchu ''Her Ghost In The Fog'', ona
również obfituje w przenośnie. ''Stay'' jest coverem
Shakespear's Sister, który odpowiednio podkręciliśmy, brzmi
teraz jak bardziej symfoniczna wersja ''Nymphetamine''. ''Devil To The
Metal'' jest celebracją wszystkiego co mroczne. Z powodzeniem
mógłby się znaleźć na ''V Empire...'', jest naprawdę szybki
i brutalny''. Grupa rozpoczęła również pracę nad kolejnym
albumem. Paul zapowiadał: ''Mamy już cztery nowe piosenki i
muszę
powiedzieć, że są one... szybsze, niż utwory z "Thornography", brzmią
jak stare dzieła Cradle Of Filth.''"Godspeed On the Devil's Thunder" było dokładnie takie, jak zapowiedział Paul. Po premierze w październiku 2008 roku fani mogli się przekonać, że zapowiadana zmiana kursu po "Thornography" i powrót do klimatu rodem z "Cruelty And The Beast", stały się faktem. Do współpracy ponownie zaproszono nieocenionego Douga Bradley'a, który tym razem wcielił się w prostać Gillesa de Rais, francuskiego arystokraty, który zaczynał jako bohaterski towarzysz Joanny D'Arc, a skończył w roli mordercy dzieci i okultysty. Epicka atmosfera niemal wylewa się z głośników. Praktycznie każdy utwór poprzedzony jest słowami narratora. Niektóre przepełnione mrokiem kompozycje, wprost nawiązują do klasycznych pozycji Cradle Of Filth. Album promowano dwoma teledyskami - "Honey and Sulphur" oraz "The Death of Love". Ten drugi nakręcony został w legendarnym Pinewood Studios, w
którym powstawały m.in. klasyczne filmy o przygodach Agenta 007,
Jamesa Bonda. Niestety na potrzeby telewizji skrócono
utwór (podobnie jak miało to miejsce w przypadku "Her Ghost in
The Fog"), co tym razem miało bardzo niekorzystny efekt. Fani mogli
jednak być usatysfakcjonowani nową muzyką grupy. Krytyka także doceniła
album. Mimo
niewątpliwego sukcesu artystycznego, z biegiem czasu dowiadujemy się
jednak, jak niezadowolone z takiego obrotu sprawy musiało być
Roadrunner, które chciało zespołowi zatrudnić... songwritera.
Nagranie mroczniejszego, bardziej agresywnego albumu odbiło się na
sprzedarzy płyty, co z punktu widzenia wytwórni było oczywiście
bardzo niekorzystne. Zgodnie
z obyczajem po premierze zespół ruszył w trasę
koncertową. Objazdowe festiwale,
którym potronowało COF, "The Darkest Tour: Filth Fest",
przetoczyły się wczesną zimą przez Europę Zachodnią i w środku wiosny przez
Europę Środkową. Cradle Of Filth dobrali sobie wyborne towarzystwo.
Podczas pierwszej części wspomagali ich Gorgoroth, Moonspell,
SpeticFlesh i Asrai, a podczas drugiej Moonspell, Turisas i Dead Shape
Figure. Niestety tym razem zabrakło na scenie Sary Jezebel Devy,
która po latach współpracy z Cradle Of Filth, postanowiła
skupić się na rozwoju kariery solowej. Rok po premierze "Godspeed On the Devil's Thunder" można było nabyć ukończoną wreszcie, a zapowiadaną od lat, książkę Daniego i Gavina Baddeley'a, "The Gospel Of Filth,
w której historia zespołu jest punktem wyjścia do rozważań o
mrocznej sztuce. Fani, którzy się pośpieszyli, mogli nawet kupić
pozycję oprawioną w skórę z podpisami autorów i
dodatkowym rozdziałem, w którym Dani dzieli się opowieściami z
tras koncertowych. Cradle
Of Filth wypełniając kontrakt opuściło szeregi Roadrunner Records i
przeniosło się do Peaceville Records, w której byli największym
zespołem. Gwarantowało im to szczególne podejście i pełną
wolność artystyczną. W składzie znanym z "The Darkest Tour: Filth Fest"
zespół pracował w skupieniu nad kolejnym albumem. W
sporadycznych komunikatach ujawniono tylko, że płyta będzie ponownie
koncept-albumem, a główną postacią będzie Lilith. Lawina
informacji pojawiła się wczesną jesienią, gdy wytwórnia
uruchomiła stronę poświęconą kolejnemu dziełu COF. Później
wszystko poszło już szybko - premiera teledysku "Forgive Me Father (I Have Sinned)" i w końcu samej płyty pierwszego listopada 2010 roku. "Darkly, Darkly, Venus Aversa"
zostało przyjęte bardzo dobrze, zarówno przez krytykę jak i
fanów. Muzyka była pełna mocy, jakby na przekór
pojawiającym się stwierdzeniom, że Cradle Of Filth to zespół
starzejący się i mający najlepsze czasy już za sobą. W najnowszych
kompozycjach, ponownie znalazło się bardzo wiele odniesień do
klasycznych płyt grupy z lat dziewięćdziesiątych. Ponieważ nie zabrakło
także nawiązań do późniejszych dokonań COF, można zaryzykować
stwierdzenie, że na "Darkly,
Darkly, Venus Aversa" zespół ponownie określił swój styl
eksponując wszystko co w nim najlepsze! Sam Dani mówi o tej
płycie następująco: "Bez dwóch
zdań to jest najszybszy i najbrutalniejszy album, jaki udało nam się do
tej pory stworzyć. Jest jak Iron Maiden na cracku na
cmentarzysku aniołów!". Kontynuuje: "Album jest naszą najmroczniejszą i najbardziej złowrogą opowieścią." W słowach Lorda Filtha jest dużo racji!Obok bardzo dobrego przyjęcia albumu, lidera Cradle Of Filth spotkała w 2010 roku także inna przyjemność. Dani Filth zwyciężył w wyborach na ikonę Hrabstwa Suffolk, zostawiając w pokonanym polu miedzy innymi tradycyjne piwo Adnams. Long live the 'Filth! Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi. ![]() ![]()
1993
- 1996 1996
1996 - 1997
Dani Filth - wokal Gian Pyres - gitara Stuart Antsis - gitara Damien Gregori - klawisze Robin Eaglestone - bas Nicholas Barker - perkusja Sarah Jezebel Deva - wokal (muzyk sesyjny) 1997 - 1999 Dani Filth - wokal Gian Pyres - gitara Stuart Antsis - gitara Les "Lecter" Smith - klawisze Robin Eaglestone - bas Nicholas Barker - perkusja Sarah Jezebel Deva - wokal (muzyk sesyjny) 1999 Dani Filth - wokal Gian Pyres - gitara Stuart Antsis - gitara Les "Lecter" Smith - klawisze Robin Eaglestone - bas Was Sarginson* - perkusja *znany jako Dave Hirscheimer Sarah Jezebel Deva - wokal (muzyk sesyjny) 1999 - 2000 Dani Filth - wokal Gian Pyres - gitara Stuart Antsis - gitara Les "Lecter" Smith - klawisze Robin Eaglestone - bas Adrian Erlandsson - perkusja Sarah Jezebel Deva - wokal (muzyk sesyjny) 2000 - 2001 Dani Filth - wokal Gian Pyres - gitara Paul Allender - gitara Martin Powell - klawisze Robin Eaglestone - bas Adrian Erlandsson - perkusja Sarah Jezebel Deva - wokal (muzyk sesyjny) 2001 - 2002 Dani Filth - wokal Gian Pyres - gitara Paul Allender - gitara Martin Powell - klawisze Robin Eaglestone - bas Adrian Erlandsson - perkusja Sarah Jezebel Deva - wokal (muzyk sesyjny) Dave Pybus - bas (koncerty) 2002 Dani Filth - wokal Gian Pyres - gitara Paul Allender - gitara Martin Powell - klawisze Dave Pybus - bas Adrian Erlandsson - perkusja Sarah Jezebel Deva - wokal (muzyk sesyjny) 2002 - 2003 Dani Filth - wokal Paul Allender - gitara Martin Powell - klawisze Dave Pybus - bas Adrian Erlandsson - perkusja Sarah Jezebel Deva - wokal (muzyk sesyjny) 2003 - 2005 Dani Filth - wokal Paul Allender - gitara James McIlroy - gitara Martin Powell - klawisze Dave Pybus - bas Adrian Erlandsson - perkusja Sarah Jezebel Deva - wokal (muzyk sesyjny) 2005 Dani Filth - wokal Paul Allender - gitara James McIlroy - gitara Martin Powell - klawisze Charles Hedger - bas Adrian Erlandsson - perkusja Sarah Jezebel Deva - wokal (muzyk sesyjny) 2005 - 2006 Dani Filth - wokal Paul Allender - gitara Charles Hedger - gitara Dave Pybus - bas Adrian Erlandsson - perkusja Sarah Jezebel Deva - wokal (muzyk sesyjny) Rosie Smith - keyboard (muzyk sesyjny) 2006 - 2008 Dani Filth - wokal Paul Allender - gitara Charles Hedger - gitara Dave Pybus - bas Martin Skaroupka - perkusja Rosie Smith - keyboard (muzyk sesyjny) Sarah Jezebel Deva - wokal (muzyk sesyjny) 2008 Dani Filth - wokal Paul Allender - gitara Charles Hedeger - gitara (muzyk sesyjny) Dave Pybus - bas Martin Skaroupka - perkusja Rosie Smith - keyboard (koncerty) Sarah Jezebel Deva - wokal (muzyk sesyjny) 2008 - 2009 Dani Filth - wokal Paul Allender - gitara Charles Hedger - gitara Dave Pybus - bas Martin Skaroupka - perkusja Ashley Ellylon - keyboard (muzyk sesyjny) 2009 - 2010 Dani Filth - wokal Paul Allender - gitara Dave Pybus - bas Martin Skaroupka - perkusja Ashley Ellylon - keyboard (muzyk sesyjny) James McIlroy - gitara (muzyk sesyjny) 2010 Dani Filth - wokal Paul Allender - gitara James McIlroy - gitara Dave Pybus - bas Martin Skaroupka - perkusja Ashley Ellylon - keyboard (muzyk sesyjny) 2010-2011 Dani Filth - wokal Paul Allender - gitara James McIlroy - gitara Dave Pybus - bas Martin Skaroupka - perkusja Caroline Campbell - keyboard (muzyk sesyjny) ![]() ![]() ![]() |
|
|